Branża mięsna w 2020 roku. Problemy i historycznie niskie ceny

Branża mięsna w 2020 roku nie miała lekko. To był niezwykle trudny rok dla producentów trzody chlewnej i drobiu. ASF, ptasia grypa a na domiar złego jeszcze COVID-19. Opłacalność produkcji zwierzęcej obniżyła się, a rolnicy zostali skazani na straty. 

Rok 2020 był trudnym rokiem dla polskiej branży mięsnej, a szczególnie dla producentów trzody chlewnej i drobiu – ocenia w rozmowie z agroFakt Witold Choiński ze Związku „Polskie Mięso”.

– Po pierwsze ASF nadal rozprzestrzenia się po Polsce, co ogranicza eksport i sprzedaż. Są problemy z przemieszczaniem zwierząt, ze sprzedażą ze stref. Do tego dołączył się ASF w Niemczech, który spowodował, że nadwyżki mięsa zamiast jechać do Chin pozostały w Europie. W efekcie dziś w Polsce mamy 50 tys. ton wieprzowiny nadwyżkowej, w Niemczech aż 500 tys. ton. To mięso pozostaje w Europie, Niemcy nie wchłoną takiej ilości, więc sprzedają je na wszystkie rynki na które się da, co sprawia, że ceny spadają – podkreśla Witold Choiński ze Związku „Polskie Mięso”.

Branża mięsna w 2020 roku

Negatywny wpływ na kondycję branży wywiera spadek popytu będący efektem obostrzeń wprowadzonych z powodu pandemii koronawirusa.

– COVID-19 przysporzył nam ogromnych problemów. Obostrzenia związane z pandemią ograniczyły nam sprzedaż do HoReCa, gdzie trafiało około 30 proc. naszych przetworów, wyrobów mięsnych i mięsa. HoReCa to są hotele, restauracje, eventy, komunie, święta. To wszystko napędzało ten rynek, sprzedaż wzrastała. W tym roku było inaczej, sprzedaż spadła – ocenia Witold Choiński ze Związku „Polskie Mięso”.

Historycznie niskie ceny

W rezultacie ceny wieprzowiny i drobiu osiągnęły historycznie niski poziom. W grudniu za kilogram brojlerów kurzych średnio płaciło się w tzw. transakcjach wolnorynkowych  poniżej 2 zł. Natomiast cena tuczników spadła do poziomo poniżej 3,50 zł/kg.

Branża mięsna w 2020 roku. W najtrudniejszej sytuacji znaleźli się producenci drobiu i trzody chlewnej

Branża mięsna w 2020 roku. W najtrudniejszej sytuacji znaleźli się producenci drobiu i trzody chlewnej.

fot. pixabay.com

Rolnicy są zmuszeni dokładać do swojego interesu. Dotyczy to nawet rolników, którzy produkują w cyklu zamkniętym, gdzie opłacalność jest wyższa niż w cyklu otwartym. Ale również ci rolnicy dokładają od października do swojej hodowli. To powoduje złe nastroje – podkreśla Witold Choiński.

Prognoza. Co dalej?

Zdaniem Witolda Choińskiego najbliższe miesiące nie zapowiadają wzrostu cen.

Musimy się uzbroić w cierpliwość, żeby to przetrwać. Trzeba liczyć się z tym, że jeśli nie będzie unijnej interwencji to do końca kwietnia lub nawet maja mogą utrzymać się niskie ceny. Jest mechanizm, który UE mogłaby uruchomić bardzo szybko, mam na myśli dopłaty do prywatnego przechowalnictwa. Z zaplecza wiemy, że KE analizowała możliwości magazynowe w całej UE i stwierdziła, że nie dysponuje takimi magazynami, żeby zdjąć taką nadwyżkę z rynku. Jednak uważam, że nawet zdjęcie częściowe nadwyżek z rynku przez UE poprzez dopłaty do prywatnego przechowalnictwa mogłoby doprowadzić do lekkiego wzrostu cen. A co za tym idzie do podwyższenia opłacalności i zmniejszenia strat – zaznacza Witold Choiński.


Branża mięsna w Polsce. Przeczytaj więcej na temat tego jak wygląda sytuacja producentów świń i drobiu!

Czy artykuł był przydatny?

Kliknij na gwiazdkę, by zagłosować

Ocena 4.4 / 5. Liczba głosów 7

Na razie brak głosów. Możesz być pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *