Licencja Massey Ferguson w Polsce. Co poszło źle?

Download PDF

Ciągniki Massey Ferguson są znane w Polsce od lat 70. Ich pojawienie się w naszym kraju miało być skokiem technologicznym o parę dekad i mogło pchnąć do przodu naszą mechanizację o lata świetlne. Jednak nie wszystkim się to podobało. Opowiem dziś o znakomitych ciągnikach i jak licencja Massey Ferguson zmieniła naszą gospodarkę.

Pojawienie się Massey Fergusona na polskim rynku miało ze wszech miar wymiar polityczny, choć to bardzo złożony temat. Do dziś zakup licencji MF jest szeroko dyskutowany.  Jego konsekwencje – choć dobre, miały i negatywne skutki.

Polityka rolna Gierka. Było dobrze

Obowiązujący system polityczny PRL zakładał zakup wszelkich licencji od ZSRR. Jednak na początku lat 70. po dojściu do władzy Edwarda Gierka, otwartego na wszelkie rozmowy z Zachodem, ten trend się odwrócił. Pojawiły się w Polsce nowe licencje i technologie, które do tej pory były niedostępne, czy wręcz zakazane.

mf-235

Licencyjny Massey Ferguson 235 o lata świetlne wyprzedzał każdą polską konstrukcję lat 70.

fot. agrofoto.pl (kkrzysztof321)

Gierek zamierzał wyzwolić naszą gospodarkę spod radzieckiej dominacji i stąd pojawienie się w Polsce wielu licencji, jak Fiat, Berliet, Sanyo i także Massey Ferguson. Gierek bardzo chciał nas uniezależnić technologicznie od ZSRR, co wielu działaczom partyjnym było nie w smak, a i samemu ZSRR też.

Mimo to, a może na złość naszym wschodnim sąsiadom, zakupiono wysoce technologiczną licencję na produkcję bardzo nowoczesnych ciągników rolniczych Massey Ferguson. Licencję, na którą technicznie nie byliśmy przygotowani.

Milimetry kontra cale

Nasza gospodarka maszynowa jest historycznie oparta na niemieckich wzorcach, gdzie – jak w większości europejskich krajów- obowiązuje system metryczny. Wszystkie wymiary techniczne podawane są w tym systemie, gdzie za jednostkę długości przyjmuje się metr i jego dziesiętne, setne, tysięczne.

Zakupiona w Wielkiej Brytanii licencja na ciągniki i silniki obejmowała system calowy. Nie tylko nie obowiązywał on w naszym kraju, ale przede wszystkim nie był znany. Oparty jest na wzorcach angielskich, gdzie wymiary podaje się w calach, a jednostki mniejsze w ułamkach cala. Cała dokumentacja techniczna angielskiej licencji nie mogła być przewymiarowana na system metryczny, ponieważ nasze obowiązujące wymiarowanie techniczne diametralnie się różniło.

Licencja Massey Ferguson. Każda śrubka się różni

W praktyce oznaczało to, że każda dotychczas wytwarzana i dostępna nawet najdrobniejsza śrubka czy nakrętka nie pasowała do licencyjnych ciągników. A to oznaczało, że trzeba ją było kupić za granicą. Przystosowanie linii produkcyjnych nawet najdrobniejszych elementów w praktyce okazało się dramatycznie trudne, a często niemożliwe.

Licencja Massey Ferguson

Calowy rozmiar śrub Massey Fergusona okazał się koszmarem dla mechaników

fot. Adam Ładowski

Zamiana wymiarowania elementów z cali na milimetry okazała się uciążliwym zadaniem, do którego nasza ówczesna technika maszynowa nie była przygotowana. Wytwarzanie na skalę seryjną bardzo szczegółowych i dopasowanych elementów mechanicznych wymiarowanych licencyjnie w calach na nienajlepszej jakości i zazwyczaj starych maszynach wyskalowanych w milimetrach okazało się technologicznym dramatem.

Licencja zakładała produkcję ciągników na poziomie kilkudziesięciu tysięcy sztuk rocznie, więc najlepszym rozwiązaniem byłoby zakupienie całego parku maszynowego technicznie gotowego do miary calowej i uruchomienie w całości nowego zakładu, na co już nie mogliśmy sobie wówczas pozwolić.

Calowy koszmar logistyki magazynowania

Serwis tak wysoko zaawansowanych technicznie ciągników docelowo miał się odbywać w Państwowych Ośrodkach Maszynowych (POM). Dystrybucja części zamiennych była realizowana przez Przedsiębiorstwo Handlu Sprzętem Rolniczym – „Agroma”. Niestety ani jedni, ani drudzy nie byli na to przygotowani.

MF 235 dane techniczne, Licencja Massey Ferguson

Zastrzyk znakomitej licencji MF-135 miał gwarantować Polsce poważne wpływy dewizowe i unowocześnienie gospodarki

Części zamienne produkowanych w Polsce ciągników Ursusa były ze sobą unifikowane. System metryczny pozwalał na to. Wszelkie śruby, nakrętki i podkładki, a także filtry i uszczelki miedziane pasowały do większości modeli naszych ciągników.

Zwymiarowane calowo części do ciągników MF wymagały osobnej produkcji, katalogowania i magazynowania. Wymagały także ogromnej wiedzy i długiego przeszkolenia, o które było trudno. Nawet klucze warsztatowe różniły się od używanych dotychczas, a posługiwanie się metrycznymi doprowadzało często do nieodwracalnych uszkodzeń elementów ciągnika.

Dokładnie wymiarowane części do MF-a wymuszały od serwisu czynności do tej pory nieznanych. Choćby specyficzny montaż uszczelki pod głowicą, czy wymiana każdej śruby na nową w czasie naprawy. POM-y nie były przygotowane na tak wysoką kulturę techniczną serwisowania. To powodowało, że często popełniano ogromne błędy w czynnościach serwisowych.

Montaż cienkościennych honowanych tulei cylindrowych wymagał ich uprzedniego głębokiego zmrożenia, by można je było umieścić prawidłowo w bloku silnika. Do dziś niewielu mechaników podejmuje się kompleksowej naprawy silników MF.

Licencja Massey Ferguson. Pomysł był dobry

tarpan

Silniki Perkins od licencyjnych ciągników MF montowano w samochodach Tarpan

Zakup takiej nowoczesnej technologii był doskonałym pomysłem i długofalowo mógłby doprowadzić do zamierzonych celów. Jednak ogromne trudności w technicznym opanowaniu i dostosowaniu systemu wytwarzania licencji Massey-Fergusona dla potrzeb polskiej ówczesnej technologii maszynowej. Jednak niedostosowanie realiów istniejącego i dostępnego parku serwisowego spowodowało ogromny dziesięcioletni falstart w rozpoczęciu produkcji ciągnika.

Także pogłębiający się pod koniec lat 70. kryzys gospodarczy i wprowadzenie obostrzeń w sprowadzaniu części zamiennych do maszyn oraz surowców z Zachodu dopełniło dzieła. Po zakończeniu licencji, produkowane już pod polskim logiem Ursusa ciągniki MF nie cieszyły się już takim uznaniem jak oryginalne wyroby.

Jednak mimo niepowodzenia licencji Massey Ferguson stał się w naszym kraju uznaną i rozpoznawalną marką. Pod względem marketingowym było bezcenne i trwa do dnia dzisiejszego. Szkoda, że na nowoczesną mechanizację rolnictwa przyszło nam czekać tak wiele lat.

Czy artykuł był przydatny?

Kliknij na gwiazdkę, by zagłosować

Ocena 4.4 / 5. Liczba głosów 86

Na razie brak głosów. Możesz być pierwszy!

Dni Polowe OnlineZobacz Lustracje z całej Polski

5
Dodaj komentarz

avatar
3 Tematy w komentarzach
2 Odpowiedzi na temat
0 Obserwujący
 
Najczęściej komentowany komentarz
Najgorętszy wątek komentarza
4 Komentuj autorów
MarcinDominikMarioKrzysztof Autorzy ostatnich komentarzy
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Krzysztof
Gość
Krzysztof

Licencja Masseya miala pchnac nasza mechanizacje o lata swietlne do przodu??? Brednie!! Juz w chwili podpisania umowy byly to ciagniki przestarzale, nie wspominajac ze przez zla decyzje o kupnie licencji nie wyprodukowalismy naszych wlasnych swietnych ciagnikow serii U.

Marcin
Gość
Marcin

Gdzie miałeś zeliwo sweroidalne w polsce przed licencja mf, ? hamulce tarczowe z tarczami „Niba”
Pompy rotacyjne CAV , Wzmacniacz momentu obrotowego ” Multi Power” reduktor planetarny , pompa podnosnika tlokowa o zmiennej wydajnosci, Pompa tandem przy silniku, Podnosnik z czterema regulaciami i cisnieniem
210 bar , silnik z jednostka wywazajaca, nisko emisyjne silniki spelniajace norme emisi spalin 4 Stopnie Boscha, nowocesne kabinu z ogrzewaniem recylkulaca powietrza , wspomaganie danfos o max. Nacisku na kolo kierownicy 1 kg Nagrodzone jednym ze zlotych medali na POLEGA 93 most tylni o nosnosci 6 ton gdzie nawet zetor proksima do dzis niema tych rozwiązań

Marcin
Gość
Marcin

Te wszystkie rozwiazania byly dostepne 10.wrzesnia 1974 roku w czasie zakupu licencji
A MF produkował juz te ciagniki od dwuch lat
MF W Tamtych czasach był druga najwieksza firma po Fordzie produkującą ciagniki

Mario
Gość
Mario

Jakość MF-ów była wysoka, ale ich konstrukcja była przekombinowana i jak na tamte czasy nie porywała nowoczesnością. Z dostępnych zachodnich producentów wybrano najgorszego. No i jeszcze stracona seria U.
To była skrajna głupota.

Dominik
Gość
Dominik

„Licencje kupowano na produkty będące na rynku średnio ponad 5 lat, często nawet w trzeciej fazie ich bytu rynkowego. (…) Średni czas wdrożenia licencji do produkcji wynosił cztery lata. (…). Doradcy Gierka informowali go o problemach wielokrotnie. W październiku 1976 roku piszą „Wyroby oparte na licencjach zagranicznych są eksportowane w 2%, więc nie ma szans, żeby licencje się spłaciły””. W Polsce rozpoczynano produkcję maszyn licencyjnych z co najmniej 10 letnią technologią, kupioną za ciężkie pieniądze na kredyt. W momencie rozpoczęcia produkcji były już przestarzałe, przez co nie można ich było już sprzedać na zachodzie. To nie mogło się udać. Gierek natomiast to był po… Czytaj więcej »