Perspektywy rozwoju dla hodowców trzody chlewnej

Download PDF

Polscy producenci trzody chlewnej skarżą się, że ich produkcja jest nieopłacalna. Nie mogą być obwiniani za to, że polskie mięso wieprzowe zostało wypchnięte z wielu zagranicznych rynków – głównie z powodu afrykańskiego pomoru świń. Robią, co mogą, aby obniżyć koszty produkcji. A jednak się nie udaje…

Od 2 tygodni rośnie cena żywca wieprzowego w skupie. Choć takich cen nie notowano w Polsce od dawna, to kolejek w punktach skupu raczej nie widać. Dlaczego?

– Myślę, że po prostu nie ma świń do sprzedaży – mówi Grzegorz Majchrzak, prezes Wielkopolskiego Związku Hodowców Trzody Chlewnej. – Statystyki nie kłamią. Pogłowie świń w Polsce jest najniższe od lat.

A może to hodowcy czekają, aż ceny jeszcze bardziej pójdą w górę?

– To pytanie można odwrócić – dodaje prezes Majchrzak. – Może dlatego rosną ceny, że brakuje żywca? Nasze ceny są wzorowane na niemieckich giełdach. Tam trochę wzrosło, to i u nas wzrosło.

Rosyjskie embargo oraz inne ograniczenia związane z ASF wpłynęły na zwiększenie podaży mięsa na europejskim rynku, a w konsekwencji na obniżenie się cen skupu żywca.

Grzegorz Rykaczewski, analityk agrobiznesu z Banku Zachodniego WBK

Wiele razy pisaliśmy o niewesołej sytuacji hodowców trzody chlewnej. Jednak wzrost cen w skupie jest zjawiskiem dawno niewidzianym. Może więc humory u hodowców są choć trochę lepsze? I czy rzeczywiście ceny w Polsce zależą od cen na rynkach unijnych?

 Poziom cen na rynku żywca wieprzowego w kraju jest pochodną sytuacji na rynku unijnym – wyjaśnia Grzegorz Rykaczewski, analityk agrobiznesu z Banku Zachodniego WBK. Ważne jest też to, że łączna produkcja wieprzowiny we wszystkich krajach UE w ciągu ostatnich lat była relatywnie stabilna. W dodatku samowystarczalność produkcji w krajach Unii Europejskiej kształtuje się na poziomie ok. 110%, co oznacza, że znaczną część rocznej produkcji należy sprzedać poza Wspólnotę. W tej sytuacji rosyjskie embargo oraz inne ograniczenia związane z ASF wpłynęły na zwiększenie podaży mięsa na europejskim rynku, a w konsekwencji na obniżenie się cen skupu żywca.

trzody chlewnej

Fot. AgroFoto.pl, maretekk2

Ekspert Banku Zachodniego WBK zauważa, że w efekcie nastąpił spadek opłacalności produkcji trzody, czego skutki widać w zmianach pogłowia. Według badania GUS, przeprowadzonego w marcu br., pogłowie trzody chlewnej w Polsce liczyło 10,2 mln szt. – o 11,5% mniej niż w analogicznym okresie 2015 r.

Słowa analityka mają potwierdzenie na rynku lokalnym. Prezes Wielkopolskiego Związku Hodowców Trzody Chlewnej jest przekonany, że świń po prostu nie ma, bo przecież nikt ich nie przetrzymuje, czekając na wyższe ceny: – Nie da się tego zrobić – mówi. – Mięso będzie gorszej klasy, więc w sumie hodowca na przetrzymaniu straci.

Tego zdania są również inni hodowcy.

– 50 gr więcej na kilogramie to dużo, ale co z tego? – pyta Marek Janiak, hodowca z woj. mazowieckiego. – Nie mamy świń, żeby odstawić. To nie jest tak, że wyjmujemy z magazynu żywiec i odstawiamy. Polityka rolna doprowadziła do tego, że produkcją wieprzowiny zajmują się chyba tylko pasjonaci lub desperaci.

Choć chęci nie brakuje.

– Jestem producentem świń i jestem członkiem grupy producenckiej – mówi Grzegorz Majchrzak. – Wszyscy zastanawiamy się, co jeszcze można zrobić, aby obniżyć koszty, bo stale się nam wmawia, że produkujemy za drogo. A my już nawet często nie liczymy naszej robocizny czy robocizny naszych rodzin, a nawet własnych pasz. Produkcja w cyklu otwartym, przy zakupie prosiąt i tak się nie bilansuje.

trzody chlewnej

Fot. AgroFoto.pl, kombi82

A może, pomimo spadku pogłowia, w naszym kraju produkuje się zbyt dużo żywca wieprzowego? Wszak Polska znajduje się na 4 miejscu w UE pod względem wolumenu produkcji wieprzowiny.

– Duże rozdrobnienie produkcji w Polsce powoduje, że rodzime gospodarstwa są bardziej wrażliwe na długotrwałą trudna sytuację na rynku żywca – tłumaczy Grzegorz Rykaczewski z Banku Zachodniego WBK. – Marcowe badanie GUS pokazało duże spadki pogłowia wszystkich grup użytkowych zwierząt. Nawet w przypadku trzody chlewnej przeznaczonej na ubój o wadze 50 kg i więcej spadek pogłowie w relacji rocznej wyniósł 9,4%. Co ciekawe, pomimo spadku pogłowia, w I kwartale nadal rósł import warchlaków. Jak podaje GUS, w okresie I–III 2016 r. import był wyższy o 6,8% w stosunku do ubiegłego roku.

To nie nasza wina, że wykryto w Polsce ASF i zerwane są kontakty handlowe z Azją. Embargo rosyjskie to też nie nasza wina.

Grzegorz Majchrzak, prezes Wielkopolskiego Związku Hodowców Trzody Chlewnej

Oznacza to, że przy coraz mniejszym pogłowiu trzody w produkcji rodzimej znacznie rośnie import warchlaków, a więc także nakładczy chów trzody, gdzie zarobek nie jest duży, ale za to pewny. I o tym właśnie najbardziej marzą polscy hodowcy trzody chlewnej: by mogli być pewni, jaką cenę dostaną za żywiec wieprzowy. Jednym z największych marzeń polskich rolników – chyba nie tylko hodowców trzody chlewnej – są ceny gwarantowane.

– Zyskalibyśmy pewność, choćby na najniższym poziomie, ale pewność – mówi Grzegorz Majchrzak. – Jakiś konkret, na którym można budować przyszłość. To nie nasza wina, że wykryto w Polsce ASF i zerwane są kontakty handlowe z Azją. Embargo rosyjskie to też nie nasza wina. Importerzy mają do wyboru różną wieprzowinę, dlaczego mieliby kupować ją z kraju, w którym jest ASF? My, hodowcy, zostaliśmy z problemem sami. Ale sami sobie z nim nie poradzimy.

Producenci łączą się w grupy, by zmniejszyć koszty i móc skorzystać z pomocy finansowej.

Trudno planować cokolwiek w takich czasach. Mój ojciec wiedział, że jak weźmie kredyt, wybuduje chlewnię i będzie ciężko pracował, to czegoś się w życiu dorobi. Mogę pracować ciężko, bylebym wiedział, że ma to sens. Teraz sensu nie widać.

Krzysztof Makowski z Wielkopolski

– Ale ta pomoc przyznawana jest tylko przez 5 lat – mówi prezes Wielkopolskiego Związku Hodowców Trzody Chlewnej. – To za krótko. W 5 lat niewiele można zrobić. Gdybyśmy chcieli zainwestować i kupić ziemię – to teraz nie ma na to żadnej szansy. Gdybyśmy chcieli zainwestować i wybudować budynki inwentarskie – to czasem na same pozwolenia czeka się 2 lata. Już nie mówiąc o tym, że sąsiedzi bardzo często nie chcą, jak im się wydaje, uciążliwego sąsiada z hodowlą, bo chcieliby na wsi mieszkać jak w mieście. I nigdy nie wiemy, kiedy cena będzie dobra, a kiedy zła. Nie wiemy, co będzie za pół roku, nie wiemy też, czy nagle nie zmieni się prawo… Bo z tym prawem to jest tak dziwnie, że ma takie luki, że zawsze da się rolnika wykiwać.  A przecież nie o to powinno chodzić.

Niepewność jutra powoduje, że producenci wieprzowiny często zastanawiają się: co będzie dalej.

– Mój syn studiuje i po studiach chce wyjechać za granicę – mówi Krzysztof Makowski z Wielkopolski. – Wolałbym, żeby został na gospodarstwie, ale z drugiej strony… po co? Nie wiem, co będzie. Nie potrafię powiedzieć, co będzie za rok, więc nie powinienem się zastanawiać, co będzie za 30 lat, a jednak to naturalne, że o tym myślę. Czytam teraz informacje o planowanym porozumieniu handlowym TTIP między USA i Unią Europejską i nie wiem, czy to nie będzie gwóźdź do trumny dla polskiego rolnictwa. Trudno planować cokolwiek w takich czasach. Mój ojciec wiedział, że jak weźmie kredyt, wybuduje chlewnię i będzie ciężko pracował, to czegoś się w życiu dorobi. Mogę pracować ciężko, bylebym wiedział, że ma to sens. Teraz sensu nie widać.

trzody chlewnej

Fot. AgroFoto.pl, tomasek

Analitycy agrobiznesu nie mają optymistycznych szacunków. Wygląda na to, że produkcja trzody chlewnej w Polsce będzie się zmniejszać.

Szacujemy, że w 2016 r. w krajach Unii produkcja wieprzowiny spadnie o ok. 0,3–0,5% – przewiduje Grzegorz Rykaczewski z Banku Zachodniego WBK. Spadek produkcji będzie miał miejsce zarówno w krajach tzw. starej Unii, jak i w tzw. nowych. Spodziewamy się jednak, że znacznie głębszy spadek produkcji zanotowany będzie właśnie na rynkach nowej 13. Wyniki badania pogłowia w Polsce zdają się to potwierdzać.

Spadek pogłowia trzody w całej Unii Europejskiej będzie powodował zwyżkę cen. Problemem są jednak pokaźne zapasy mięsa wieprzowego w unijnych magazynach i duża produkcja trzody chlewnej we wszystkich krajach UE, a konsekwencją tego jest fakt, że walkę na rynku wygrywają najwięksi i najtańsi – a polscy hodowcy do takich nie należą. Często też świadomie decydują się na chów nakładczy po to, by mieć „dochód gwarantowany”. Wiele wskazuje na to, że duzi producenci będą się łączyć jeszcze w większe grupy, żeby dalej obniżać koszty, a małe hodowle upadną. Tak jak w innych dziedzinach życia, tak i tu: przetrwają najsilniejsi.

 

Przeczytaj także:

Czy artykuł był przydatny?

Kliknij na gwiazdkę, by zagłosować

Ocena 0 / 5. Liczba głosów 0

Na razie brak głosów. Możesz być pierwszy!

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o