Urok starych maszyn rolniczych

Download PDF

Wydaje się, że czasy żniwiarek czy młocarni minęły bezpowrotnie, a w gospodarstwach królują już tylko najnowsze cuda techniki. Wielu rolników nadal jednak przechowuje w swoim obejściu stare maszyny, a są i tacy, którzy przywracają im dawną świetność. Zapytaliśmy zatem rolników i pasjonatów takich sprzętów, skąd bierze się miłość do starych maszyn rolniczych? I dlaczego rolnicy z taką nostalgią wspominają czasy, kiedy ziemię uprawiało się koniem zaprzęgniętym do pługa?

Stare maszyny rolnicze to dziś przede wszystkim zabytki, które przypominają ich właścicielom o minionych czasach. Często rolnikom trudno jest się pozbyć starego sprzętu, który z powodzeniem przez wiele lat służył w ich gospodarstwach. Stoi on więc w stodołach lub, gorzej, niszczeje pod płotem. Są jednak jeszcze prawdziwi pasjonaci takich maszyn, którzy poszukują cennych egzemplarzy i przywracają im dawny blask oraz niemal fabryczny wygląd. A tak odrestaurowane sprzęty cieszą oko szczególnie starszego pokolenia rolników, które dobrze pamięta czasy konia, wozu i pierwszych traktorów.

Z miłości do starych maszyn rolniczych

W moim przypadku zamiłowanie do staroci rolniczych zaszczepił we mnie tato, który pasjonował się tym od dawna. Jednak dopiero, gdy ja nieco podrosłem, mógł zacząć dzielić ze mną swoją pasję.

Paweł Rychter, prezes Klubu RetroTRAKTOR

Prawdziwi pasjonaci starego sprzętu rolniczego to najczęściej ludzie, którzy wyrośli na wsi i dobrze znają ciężką pracę w gospodarstwie. Zaskakujące jest jednak, to że pasję tę coraz częściej podziela także młodsze pokolenie, które dorastało już w zupełnie innych czasach. Dla nich powszechnym widokiem były już bowiem pracujące na polach nowoczesne ciągniki i kombajny, a nie stare maszyny konne i pierwsze ciągniki. Mimo różnicy pokoleń, młodzi ludzie przejmują pasję do zabytkowych sprzętów i uczą się od swoich dziadków i ojców podstaw mechaniki starych maszyn. Na styku pokoleń rodzi się ponadto coś dużo ważniejszego  poszanowanie dla historii i wiedzy, przekazywanej właśnie z pokolenia na pokolenie.

stare maszyny

Młocarnia Warmianka z kolekcji pan Pawła Rychtera, prezesa RetroTRAKTOR.

W Polsce coraz więcej ludzi zajmuje się tematyką starych maszyn i sprzętów rolniczych. Powstają stowarzyszenia, organizacje czy kluby ratujące od zniszczenia pamiątki dawnej wsi. Jednym z nich jest działający od 2014 r. Klub Miłośników Starej Techniki RetroTRAKTOR, który w swoich szeregach zrzesza pasjonatów starych, zabytkowych ciągników, ale również właścicieli zabytkowych jednośladów, samochodów, sprzętu rolniczego i wszelkiego rodzaju sprzętu zabytkowej techniki. Siedzibą Klubu jest wieś Wielka Lipa w gm. Oborniki Śląskie, a jego działalność polega także na propagowaniu historii i techniki starych maszyn. Kim są zatem członkowie tego klubu?

– W klubie RetroTRAKTOR zrzeszonych jest obecnie ponad 20 osób, a historia każdego klubowicza jest nieco inna. Większość z nas kolekcjonuje maszyny rolnicze, ale posiadamy w zbiorach również zabytkowe motocykle, samochody czy sprzęt gospodarstwa domowego. W moim przypadku zamiłowanie do staroci rolniczych zaszczepił we mnie tato, który pasjonował się tym od dawna. Jednak dopiero, gdy ja nieco podrosłem, mógł zacząć dzielić ze mną swoją pasję. Wtedy pojawił się pierwszy zabytkowy Zetor z 1958 r., którego remontowaliśmy przez kilka lat. Kolekcja powiększała się stale i o inne egzemplarze, różne maszyny, a także literaturę i pamiątki. Kilku kolegów zaraziło się od nas i tak narodził się nasz klub. Działamy również na skalę krajową i europejską zrzeszeni w drugim stowarzyszeniu „Traktor i Maszyna” z Lipna – mówi Paweł Rychter, prezes RetroTRAKTOR.

urok starych maszyn

Zbiory pana Alberta Sękalskiego.

Czy jednak dużo jest u rolników starych maszyn (np. konnych), które nadal zalegają gdzieś pod płotem, czy w stodołach pod sianem?

– Zalegające i niszczejące maszyny spotykamy na każdym kroku w naszych poszukiwaniach. Częściej są to popularne, polskiej produkcji narzędzia rolnicze, ale trafiają się też poniemieckie perełki sprzed niemal 100 lat. Problemem w ich pozyskaniu jest jednak często błędne przeświadczenie o ich wartości. Właściciele wysoko cenią takie relikty, ale nie zdają sobie sprawy z ilości czasu, jaki trzeba poświęcić na ich renowację oraz że wymagają one sporych nakładów finansowych. Warto dodać, że taki sprzęt trzymany pod płotem czy za stodołą często tylko powierzchownie jest w dobrym stanie. Wszelkie niespodzianki i defekty obnaża pracochłonna renowacja – tłumaczy pan Paweł Rychter.

W Klubie RetroTRAKTOR działa również pan Albert Sękalski, 20-letni student agrobiznesu na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu, który pasję do starych maszyn rolniczych również przejął od swojego taty. Dla niego stare sprzęty to przedmioty o szczególnej wartości.

Jak przyjechali traktorzyści na odrestaurowanych Zetorach 25, zatrułem się nieuleczalną chorobą. Stare maszyny rolnicze mają w sobie coś innego niż obecne.

Albert Sękalski, 20-letni student agrobiznesu na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu

– Tematyka dawnego rolnictwa zawsze była mi bliska. Rodzinne gospodarstwo o małym areale bazowało na dawnym sprzęcie i rozwiązaniach. Podczas jednych z dożynek, wraz z tatą, szykowałem wozy, aby przewieźć nimi wieńce dożynkowe. Zrobiliśmy to na styl drągów, czyli platform do zwożenia snopów zboża z pola. Jak przyjechali traktorzyści na odrestaurowanych Zetorach 25, zatrułem się nieuleczalną chorobą – wspomina pan Sękalski. – Stare maszyny rolnicze mają w sobie coś innego niż obecne, może nie mają wydajności, nie błyszczą się ani nie są skomplikowane. Za to są wieczne, wszystko można samemu naprawić, mają duszę. Duszę tę można  poczuć, jak się odpala traktor na korbę, który ma kaprys, że nie odpali, czasem odbije, ale jak zagada, to uśmiech z twarzy nie znika – dodaje.

urok starych maszyn

Wyścigi retro traktorów w miejscowości Wielka Lipa, pan Albert Sękalski i jego Zetor 25K.

Pan Albert w swojej kolekcji ma wiele starych maszyn. Większość przedmiotów nawiązuje także do jego rodzinnych stron, czyli Dolnego Śląska.

– W kolekcji posiadam sporo maszyn i narzędzi rolniczych, ale również dawne AGD. Pługi, brony, kosiarki, pielniki, wozy, Zetora 25K, Zetora 25A w fazie kapitalnego remontu, młocarnie. Ponadto opiekuję się kamieniem młyńskim, toczkiem z niemieckiej kuźni. Posiadam także sprzęt napędzany na korbę, który jest uwielbiany przez dzieci, np. śrutownik Lanz, łuszczarkę do kukurydzy, wiertarki, chomąta, maśniczki, śrutowniki i to chyba jeszcze nie wszystko. Ciekawa jest też lodówka datowana na ok. XIX w. – wylicza pan Sękalski.

W klubie RetroTRAKTOR zrzeszony jest także pan Marek Staniaszek, który swoją kolekcję zabytkowych maszyn pokazuje w specjalnie stworzonym przez siebie Skansenie Maszyn Rolniczych w Starych Budach.

urok starych maszyn

Odrestaurowany Ursus C-45 z 1952 r. z kolekcji pana Marka Staniaszka.

Zajmuję się renowacją maszyn, ponieważ jest to już kawał historii. Pochodzę ze wsi, posiadam własne gospodarstwo, a maszyny, które mam, są pozostałością po moim ojcu. Co do maszyn, które znajdują się w mojej kolekcji, to na dzień dzisiejszy jest ich ok. 200 szt., wszystkie są piękne jak na swój wiek. Ostatni ciągnik, który naprawiałem, to Ursus C-325 zrobiony przeze mnie od podstaw – mówi pan Staniaszek.

Pasjonaci starych maszyn starają się pokazywać odrestaurowane przez siebie sprzęty głównie na festynach i piknikach, czym wzbudzają niemałe poruszenie wśród odwiedzających. Można ich również zobaczyć na specjalnych zlotach i wystawach.

Niezawodne ciągniki. Fenomen polskiego Ursusa

Większość pasjonatów zrzeszonych w Klubie RetroTRAKTOR ma w swojej kolekcji przede wszystkim stare ciągniki, które są chlubą ich właścicieli. Jednak  przywrócenie im dawnego blasku jest szczególnie pracochłonne i niekiedy bardzo kosztowne. Wśród odrestaurowanych maszyn przeważają oczywiście polskie Ursusy, które niepodzielnie tworzyły po II wojnie światowej polską markę ciągników. Zapytaliśmy zatem pasjonatów, skąd wziął się fenomen marki Ursus i co myślą oni o produkowanych w tej fabryce modelach ciągników?

Sądzę, że to właśnie popularne „ciapki”, czyli seria Ursusów C-325, C-328 i C-330, były jednymi z najważniejszych filarów sukcesu Ursusa.

Paweł Rychter, prezes Klubu RetroTRAKTOR

– Jak na owe czasy, pierwszy produkowany w Polsce Ursus – model C-45 – był niemal szyty na miarę. Jego prosta konstrukcja i łatwość obsługi sprawiły, że radzili sobie z nim traktorzyści po odbyciu tylko krótkiego kursu. Dopiero Ursus C-325, prawdziwie polska konstrukcja, w odróżnieniu od wcześniejszej kopii Lanz Bulldoga, wniósł do krajowego rolnictwa wiele udogodnień i unowocześnień. Sądzę, że to właśnie popularne „ciapki”, czyli seria Ursusów C-325, C-328 i C-330, były jednymi z najważniejszych filarów sukcesu Ursusa. Szkoda, że tak wielki dorobek został zmarnowany na przełomie wieków – mówi pan Rychter.

urok starych maszyn

drestaurowany ciągnik Zetor 25K ze żniwiarką z kolekcji Pana Pawła Rychtera.

Podobnego zdania jest także pan Sękalski: – Fenomen Ursusa to polska marka, do której ludzie byli przyzwyczajeni. Firma, która produkowała samochody ciężarowe, jak i motocykle, po wojnie skopiowała ciągnik Lanz Bulldog i produkowała w zniszczonym kraju ciągniki o sporej jak na tamte czasy mocy, prostej budowie, czyli Ursusy C-45. Dla niewyedukowanego społeczeństwa była to dobra baza do nauki jakiejkolwiek mechaniki i prowadzenia pojazdu. Nawet Ursus C-330 i C-360, ikony lat PRL-u, można do dziś spotkać na polskich polach, a ich remonty rolnicy przeprowadzają sami, za pomocą prostych narzędzi – mówi.

Jakie traktory, które jeździły po polskiej wsi w tamtym okresie, były zatem najlepsze?

urok starych maszyn

Ciągnik Zetor 25 k z 1957 r. odnowiony przez pana Alberta Sękalskiego ze żniwiarką.

Najlepsze? Wszystkie były dobre, każdy na swój sposób i na swoje przeznaczenie, nie mam tu faworyta. Lanz Bulldog czy Ursus C-45 to silne i proste, toporne maszyny. Późniejsze Ursusy 325, 328, czy jeszcze późniejsze C-330 to zwinne, małe ciągniki o lepszych osiągach (pod względem spalania i wygody pracy traktorzysty). Czechosłowackie Zetory też miały to coś, ale tu można by się jeszcze długo rozwodzić… – dodaje pan Sękalski.

Chociaż na wsi polskiej w czasach Polski Ludowej wiele było również czechosłowackich Zetorów, czy radzieckich Władymirców, to marka Ursus była po prostu nasza  polska. Dużo było w tym oczywiście propagandy tamtego okresu, ale jedno jest pewne, że produkowane wówczas Ursusy (szczególnie modele C-330 i C-360) to solidne maszyny, które z powodzeniem służą nadal w gospodarstwach polskich rolników. Niewątpliwie zasługą tego stanu jest tu prosta konstrukcja oraz wciąż duża dostępność części zamiennych.

Młocarnie, żniwiarki, czyli stare maszyny żniwne

Obok ciągników fascynaci starych maszyn rolniczych zajmują się również odnawianiem maszyn używanych do koszenia zboża i młócenia ziarna. W ich kolekcjach możemy zobaczyć stare żniwiarki, młocarnie czy snopowiązałki. Co sądzą o tych maszynach?

Te z pozoru skomplikowane maszyny potrafiły osiągnąć wydajność od kilku do nawet kilkunastu kwintali na godzinę.

Paweł Rychter, prezes Klubu RetroTRAKTOR

Snopowiązałki bardzo usprawniły prace żniwne, które – jak wiadomo – należy wykonać w odpowiednim momencie i możliwie krótkim czasie. Każda snopowiązałka wykonywała pracę kilkunastu ludzi, a do jej obsługi wystarczyły 2 osoby – traktorzysta i operator na snopowiązałce. Jeśli zboże było niepołożone, a maszyna sprawna – piękne snopki wyskakiwały jeden za drugim – mówi pan Rychter. – Podobne zasługi dla mechanizacji pozyskiwania ziarna miały młocarnie, w szczególności wersje z możliwością czyszczenia i selekcji ziarna. Te z pozoru skomplikowane maszyny potrafiły osiągnąć wydajność od kilku do nawet kilkunastu kwintali na godzinę. Do ich obsługi potrzeba było wprawdzie przynajmniej kilku osób, ale nie sposób było wykonać takiej wydajności przy użyciu cepów i wialni. Późniejsze kombajny zbożowe były zaś połączeniem idei snopowiązałki (a właściwie żniwiarki) oraz młocarni dodaje.

urok starych maszyn

Młocarnia marki Simens z kolekcji maszyn pana Alberta Sękalskiego.

Po II wojnie światowej na ziemiach polskich dość długo młóciło się przede wszystkim cepem, lepiej mieli jedynie rolnicy, którzy zasiedlili ziemie zachodnie i północne oraz Warmię i Mazury, gdzie pozostało wiele poniemieckich maszyn napędzanych silnikiem elektrycznym.

– Na terenach poniemieckich były maszyny do młócenia, takie jak np. Simens z silnikiem elektrycznym. Cepy były jednak najpopularniejsze, następnie młocarnie wąsko omłotowe tzw. sztyftówki, młocarnie szerokomłotne Darłówek, a później to już Warmianki i Vistule. Potem na polach zaczęły się pojawiać kombajny z ZSRR, różne maszyny i przystawki do zbioru zbóż. Pierwsze Bizony na polach zaczęły się jeździć dopiero w latach 70. – mówi pan Albert Sękalski.

urok starych maszyn

Zetor 25K z młocarnią z kolekcji pana Alberta Sękalskiego.

Prawdziwą rewolucję w rolnictwie zapoczątkowały jednak kombajny zbożowe. Najpopularniejsze były oczywiście polskie Bizony, które nadal są użytkowane w polskich gospodarstwach. Jednak te pierwsze, produkowane w latach 70. czy 80., zasługują już na miano zabytków.

Uroki maszyn konnych…

W siermiężnych czasach Polski Ludowej koń był podstawową siłą roboczą w gospodarstwach rolnych, aż do lat 70. XX w. Mało którego rolnika stać było bowiem na zakup ciągnika, a jeżeli nawet posiadał takie środki, to mógł za nie jedynie kupić wyeksploatowaną maszynę, której pozbywało się jedno z państwowych przedsiębiorstw. Problem stanowiła ponadto niewystarczająca podaż ciągników, która przez cały okres PRL nigdy nie nadążyła za popytem. Wszystko to sprawiło, że bez konia jako głównej siły pociągowej nie mogłoby działać wówczas żadne polskie gospodarstwo. Wspomniane lata kojarzą się więc rolnikom z gospodarką prowadzoną z jego pomocą oraz maszynami i sprzętami zaczepianymi do końskiej uprzęży.

Szczególnie w pamięci pozostał mi jeden obraz – ciągniętego przez 2 konie wozu, który wiózł mnie do kościoła na pierwszą komunię.

Mirosław Cichy, rolnik z Osieka

W stajni mojego dziadka zawsze były przynajmniej 2–3 konie, kasztany. Dziadek dbał o nie bardzo, zawsze były wyczyszczone, a ich sierść lśniła od owsa. Konie pracowały w naszym, wówczas 5-hektarowym gospodarstwie, aż do połowy lat 80. Dopiero w 1986 r. udało się mojemu tacie kupić Ursusa C-330 z przetargu w PGR i konie trzymaliśmy tylko do bryczki oraz lżejszych prac polowych, np. przy wykopkach. Szczególnie w pamięci pozostał mi jeden obraz – ciągniętego przez 2 konie wozu, który wiózł mnie do kościoła na pierwszą komunię – wspomina Mirosław Cichy, rolnik z Osieka w pow. lubińskim.

urok starych maszyn

Odnowiony pług konny ze zbiorów pana Alberta Sękalskiego.

Każdy rolnik posiadający konia, którego używał do prac polowych, musiał dysponować również podstawowym parkiem maszynowym. Na jego wyposażenie składały się najczęściej pługi 1- i 2-skibowe, brony, żniwiarki, snopowiązałki czy siewniki.

 W naszym gospodarstwie do końskiego zaprzęgu zapinało się oprócz wozu różne maszyny: brony, pług, żniwiarkę, snopowiązałkę, znacznik do robienia dołków pod kartofle czy siewnik. Od sąsiada pożyczaliśmy natomiast kopaczkę do kartofli i sprzęt do rozlewania gnojowicy. Dziadek zazwyczaj zapinał do prac jednego konia, a do orki wybierał zawsze najmocniejszego – dodaje rolnik.

Proste maszyny konne wymagały często tylko niewielkich napraw czy reperacji. Jednak praca nimi nie należała do najłatwiejszych.

urok starych maszyn

Zbiory pana Alberta Sękalskiego.

Każdy z tych sprzętów o prostej budowie służył bez zarzutu, ale praca w polu przy ich pomocy była ciężka. W żniwa to dopiero trzeba było się napracować. Tato z dziadkiem i wujkiem pracowali od rana do nocy, a kiedy przyszedł czas młócenia prawie nie wychodzili ze stodoły. W stodole mieliśmy wówczas starą poniemiecką maszynę do młócenia, napędzaną pasem transmisyjnym z silnika, podobna była w filmie „Sami Swoi” Sylwestra Chęcińskiego – wspomina pan Cichy.

Maszyny konne wyszły z użycia wraz z zastąpieniem konia przez traktor, jednak sporą ich część rolnicy przerobili na maszyny, które mogły współpracować z ciągnikiem. Niewątpliwie świadczy to o ich dobrym, solidnym wykonaniu. Powszechny widok stanowiły np. tak przerobione kopaczki do ziemniaków.

W stodole mieliśmy wówczas starą poniemiecką maszynę do młócenia, napędzaną pasem transmisyjnym z silnika, podobna była w filmie „Sami Swoi” Sylwestra Chęcińskiego.

Mirosław Cichy, rolnik z Osieka w pow. lubińskim

Koń wykorzystywany był do prac polowych w polskim rolnictwie bardzo długo. Dopiero w  latach 80. nastąpił spadek pogłowia koni, co wiązało się z dużo większą dostępnością ciągników. Jednak sentyment do konia na wsi pozostał. Do dziś w wielu gospodarstwach widuje się stare podkowy przyczepione na szczęście, czy inne części uprzęży końskiej, takie jak chomąta, które przechowywane są często jako pamiątki po koniach pracujących w tych gospodarstwach. Zaś stare, ale odmalowane maszyny konne stoją w ogrodach i przypominają ich właścicielom o dawnych czasach.

Przedstawiona powyżej historia wybranych maszyn i sprzętów rolniczych pokazana z perspektywy pasjonatów i rolników niewątpliwie nie wyczerpuje tematu. Jest to bowiem jedynie przyczynek do dyskusji o historii starych maszyn. Uwagę powinna przykuć jednak przede wszystkim pasja i nostalgia, jaką nacechowane są wypowiedzi ludzi, którzy zechcieli nam opowiedzieć o dawnych czasach i duszy starych maszyn rolniczych…

Pod spodem znajdziecie również więcej zdjęć! A jeśli macie ochotę jeszcze poczytać o starych maszynach, zapraszamy do lektury artykułu: Tradycji czar: ile kosztuje odnowienie leciwego Ursusa?

Marek Staniaszek (1)
9
Marek Staniaszek (1) Paweł Rychter (3) Paweł Rychter (2) Ciągnik Zetor 25 k albert Sękalski 1 Albert sekalski

Czy artykuł był przydatny?

Kliknij na gwiazdkę, by zagłosować

Ocena 4.3 / 5. Liczba głosów 6

Na razie brak głosów. Możesz być pierwszy!

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Tematy w komentarzach
0 Odpowiedzi na temat
0 Obserwujący
 
Najczęściej komentowany komentarz
Najgorętszy wątek komentarza
2 Komentuj autorów
MariuszFilipalina Autorzy ostatnich komentarzy
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
alina
Gość
alina

A ja mam kopacze TEK może ktoś zainteresowany ?

Filip
Gość
Filip

wlasnie biore sie za projekt odmalowania Ursusa C45, ktory stoi w stodole u dziadkow. chce zrobic prezent mojemu dziadkowi, artykul przeczytalem z prawdziwa przyjemnoscia! 😉 znalazlem tez juz odpowiednia farbe do maszyn rolniczych, ktora ma wytrzymac kolejne 20-30 lat, jest bardzo wytrzymala i ma piękny kolor. zamowilem na stronie http://jotun.olicondelta.pl/ i w weekend zaczynam działać! pozdrawiam! 😉

Mariusz
Gość
Mariusz

Najwłaściwsze miejsce na stare maszyny rolnicze to muzeum. Tak to wygląda w Muzeum Narodowym Rolnictwa w podpoznańskiej Szreniawie:
https://www.youtube.com/watch?v=bHEteYrtyqs
https://www.youtube.com/watch?v=hF2HlXnDT08
https://www.youtube.com/watch?v=aG-ae3GwjbE

Pozdrawiam