Piątka dla zwierząt. Ardanowski o ustawie i kulisach zmiany w resorcie rolnictwa

Download PDF

„Dokładnie wiedziałem, że moja decyzja w sprawie ustawy („Piątka dla zwierząt”) przesądza o tym, czy pozostanę w rządzie” – mówi ustępujący minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. O kulisach zmiany w resorcie, kontrowersyjnej „Piątce dla zwierząt” i planach na przyszłość z Janem Krzysztofem Ardanowskim rozmawia Magdalena Kowalczyk.

Magdalena Kowalczyk: Panie Ministrze, premier Mateusz Morawiecki ogłosił skład nowego rządu. Nowym szefem resortu rolnictwa ma zostać Grzegorz Puda, dotychczasowy sekretarz stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej. Jak Pan ocenia tę zmianę?

Jan Krzysztof Ardanowski, odchodzący minister rolnictwa: Przede wszystkim chce powiedzieć, że wymiana ministra rolnictwa nie jest niczym dziwnym. Ja jestem długo już urzędującym jednorazowo ministrem, jednym z najdłużej urzędujących w historii wolnej ojczyzny. Było kilku ministrów, którzy byli na tym stanowisku dłużej ale dlatego, że byli dwukrotnie ministrami. Kiedy przychodziłem do resortu rolnictwa zaufanie na wsi do polityki rządu było coraz mniejsze. Celem jaki sobie postawiłem było przekonanie rolników, że Prawo i Sprawiedliwość, którego programu rolnego jest współautorem rzeczywiście sprawami wsi i rolnictwa na poważnie się zajmuje. Wydaje się, że to było docenione przez wieś, zarówno w wyborach parlamentarnych, które dały PiS-owi zwycięstwo – i prezydenckich.

Minister Ardanowski podsumowuje pracę w resorcie rolnictwa

Panie Ministrze, kierował Pan resortem rolnictwa od czerwca 2018 roku. Z których osiągnięć na stanowisku ministra jest Pan najbardziej dumny?

piątka dla zwierząt ardanowski

Ustępujący minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.

fot. Magdalena Kowalczyk

To była połowa 2018 roku, dramatyczna sytuacja związana z suszą. Nieszczęście, które wtedy nas dotknęło wymagało nadzwyczajnych działań ze strony rządu. Wtedy bardzo szybko udało się wdrożyć mechanizm pomocy, on oczywiście nigdy nie pokrywa wszystkich strat, które są w rolnictwie, to jest niemożliwe – ale istotnie pomógł gospodarstwom w przetrwaniu. Przeznaczyliśmy na ten cel 2 mld 200 mln zł. Wprowadziliśmy mechanizm pomocy przy zakupie paliwa rolniczego – prawie 1 mld 200 mln zł pomocy. Uruchomiliśmy w tym czasie program wsparcia dla retencji, gospodarowania wodą w gospodarstwach, program związany z wapnowaniem. Uruchomiliśmy również program zbiórki odpadów foliowych na wsi.

Jednocześnie toczyły się i toczą rozmowy dotyczące Wspólnej Polityki Rolnej, programujemy politykę na kolejnych siedem lat. 2019 rok niestety – kolejna dramatyczna susza, która w niektórych regionach Polski była bardziej dokuczliwa niż rok wcześniej. Uruchomiliśmy mechanizm szacowania strat i pomocy. W międzyczasie przedłużałem kilkukrotnie termin składania wniosków, żeby każdy rolników mógł z tej pomocy skorzystać. Część pieniędzy została przesunięta na rok 2020, dlatego, że nie dało rady wypłacić wszystkich środków w 2019 roku. Na początku 2020 roku pojawiła się epidemia koronawirusa, jakieś pasmo nieszczęść, które zaczęło się sumować. Niektóre środki zostały przesunięte, co powodowało zdenerwowanie rolników.

Formuła de minimis

Wyczerpała się formuła pomocy de minimis. Nie wolno wypłacić ani złotówki rolnikom w ramach tej formuły jeżeli limit dla kraju się skończył. Wystąpiłem do Komisji Europejskiej o to, żeby uruchomić dodatkową pulę środków naszych, krajowych. KE absolutnie się na to nie zgodziła. KE restrykcyjnie stwierdziła, że jeżeli wypłacimy rolnikom jakąkolwiek złotówkę w ramach przekroczonego limitu de minimis to rolnicy będą musieli oddawać wszystkie środki, które w ciągu trzech lat z różnych tytułów otrzymali. Więc ja na coś takiego nie mogłem pozwolić. Dlatego zamieniliśmy te środki na pomoc związaną z koronawirusem. To jest skomplikowany mechanizm wymagający dwukrotnie zmiany uchwały Rady Ministrów, trzykrotnie posiedzenia Komisji Finansów Publicznych w Sejmie, wystąpienia do Komisji Europejskiej. Ale się udało.

Wypłaciliśmy wszystko za te dwa lata 2018 i 2019, to jest ponad 4,5 mld złotych bezzwrotnej pomocy dla rolników na ratowanie gospodarstw.

W tej chwili jesteśmy na końcowym etapie przyjmowania wniosków na dodatkową pomoc, którą zdecydowałem się uruchomić dla sektorów, które zostały w sposób ewidentny dotknięte koronawirusem w ciągu pierwszych miesięcy pandemii. Przeznaczamy na to kwotę niebagatelną 1 mld 200 mln złotych. To kolejna kwota, która trafi w ciągu najbliższych tygodni do rolników. Więc tej pomocy państwowej było sporo.

Jakie były Pana priorytety jako ministra rolnictwa?

Dla mnie najważniejsze jest to, żeby dobrze funkcjonował rynek. Z tego pochodzą dochody rolników, nie z tej pomocy od państwa. Dochody rolników powinny pochodzić z tego, co my w gospodarstwach wytwarzamy i umieszczamy na dobrze zorganizowanym rynku. Wiele udało się w tej sprawie zrobić. Ułatwienia w bezpośredniej sprzedaży przez rolników, rolniczy handel detaliczny, łatwość uruchamiania małych ubojni na wsi, które mają pozwolić sprzedawać rolnikom na rynku lokalnym, to wszystko co wytwarzają w gospodarstwach. To jest bardzo ważne osiągnięcie tych ostatnich dwóch lat mojego urzędowania.

Jako jeden z rolników – ten co przez niezbadane wyroki opatrzności został ministrem – starałem się być w ciągłym kontakcie z rolnikami. Utworzyłem Porozumienie Rolnicze czyli platformę do dyskusji podzieloną na 11 zespołów tematycznych. Tam zostają wypracowane poszczególne rozwiązania, które ministerstwo rolnictwa podejmuje do realizacji. Dla mnie opinia rolników, również w kontekście końca mojej misji jest ważniejsza od opinii polityków, czy tych którzy traktują politykę jako grę do utrzymania i sprawowania władzy.

Najtrudniejsze momenty urzędowania

Które momenty podczas pracy na stanowisku ministra rolnictwa uznaje Pan za najtrudniejsze? Czy były to rolnicze protesty, dające się Panu mocno we znaki, czy może krytyka, która na Pana spadła po tym jak Eskimos podjął się skupu jabłek? A może takim najtrudniejszym okresem okazała się epidemia koronawirusa?

Prawem opozycji jest wyolbrzymianie potknięć, które czasami się pojawiają. Ja zostałem postawiony pod ścianą m.in. w 2018 roku, tuż po objęciu stanowiska ministra. Ogromny urodzaj jabłek w Polsce stał się problemem, około 6 mln ton – czyli dwukrotnie więcej niż zwykle. Przerażeni sadownicy przychodzili do mnie i mówili: niech Pan coś zrobi, bo firmy, te które zajmują się przerobem jabłek przede wszystkim na koncentrat jabłkowy chcą nas okraść. Cena 10 groszy za kilogram nie pokrywała nawet kosztów zbioru. Przerażeni byli również politycy Prawa i Sprawiedliwości, m.in. pan Suski z okręgu radomskiego, gdzie jest dużo sadownictwa. Mówił wtedy weź coś zrób, pomóż, bo przecież chłopi na taczkach mnie wywiozą, jeśli niczego nie zrobimy. Podjąłem więc decyzję, nie mając czasu ani środków na skup państwowy, UE zresztą nie pozwala na tego typu działania. Znalazłem firmę, która przerwała dyktat niemieckiej firmy Dohler i współpracującego z nią lobby trzymającego za gardło polskich sadowników.

Niewielki skup do przerobu przez tą firmę, sprawił, że cena w krótkim czasie skoczyła z 10 do 30-35 groszy. Z inicjatywy tych, którym interesy popsuto zorganizowano atak na firmę Eskimos. Firmą polską, która była 20 lat na giełdzie. Może przerosło ją to zadanie, ale 500-600 mln złotych trafiło do sadowników, a nie do firm zajmujących się przetwarzaniem. Wstrzymano kredytowanie w pewnym momencie. Celowo chodziło o to, żeby tę firmę zniszczyć i skompromitować ten mechanizm. Żeby pokazać, że państwo jest bezradne i sobie nie poradzi. Jestem szczęśliwy, że udało mi się wtedy zadziałać.

Udało mi się pokazać, że państwo jeśli chce i jest zdeterminowane to może pomagać rolnikom w trudnych sytuacjach rynkowych. Może w tej chwili bym nie ryzykował gdybym musiał podjąć taką decyzję. Ale sadownicy uważają, że to była dobra i szlachetna interwencja która pozwoliła im przetrwać. A wszyscy ci, którzy zabiegali o to, żeby ich ratować również w sensie politycznym byli później w pierwszym szeregu tych, którzy mi później jakieś łatki przypinali. Ale tak to w życiu już jest. Problemem, który narasta w rolnictwie jest nadmierne uprzywilejowanie wręcz chęć dominacji ze strony organizacji pro zwierzęcych, ekologicznych które opatrznie rozumieją ekologię i stawiają zwierzęta oraz przyrodę ponad człowiekiem.

Piątka dla zwierząt. Ardanowski o swojej decyzji

Panie Ministrze, skoro rozmawiamy o organizacjach prozwierzęcych i ich wpływie na rolnictwo teraz pytanie o „Piątkę dla zwierząt”. Czy zagłosował Pan przeciw tej ustawie, ponieważ wiedział Pan już wtedy, że żegna się Pan z resortem rolnictwa? Już kilka tygodni temu krążyły informacje o tym, że we wrześniu będą zmiany w rządzie i może być powołany nowy minister. Nieoficjalnie mówiło się, ze może nim zostać Jarosław Sachajko. Czy może wręcz przeciwnie – wiedział Pan, że głosując przeciw tej ustawie już na pewno zostanie Pan odwołany ze stanowiska ministra?

Ja dokładnie wiedziałem, że moja decyzja w sprawie ustawy przesądza to, czy pozostanę w rządzie. Klub parlamentarny i Jarosław Kaczyński wyraźnie powiedzieli, że jeżeli ktoś nie poprze, nie tylko zagłosuje przeciw, ale również wstrzyma się od głosu, nie będzie głosował – w sprawie tej ustawy to poniesie konsekwencje partyjne, takie jak wyrzucenie z partii, straci wszystkie funkcje. Więc ja byłem absolutnie świadomy tego, że to mnie dotknie. Wcześniej nie. Wcześniej to były próby, w polityce szuka się sojuszników. Szuka się tych, którzy by chcieli przejść do danej partii, umocnić ją, dać większość. Toczyły się różne rozmowy w ramach koalicji Zjednoczonej Prawicy. Natomiast nie było to nic poważnego.

Głosując przeciwko ustawie, którą uważam za szkodliwą dla polskiego rolnictwa i wsi byłem świadomy, że zostanę usunięty ze stanowiska ministra rolnictwa. Ale Pani Redaktor są czasami takie sytuacje, że człowiek musi pozostać w zgodzie z własnymi przekonaniami. W zgodzie z własnym sumieniem, a nie jakimiś nakazami politycznymi.

Uważam, że w sprawach dotyczących sumienia, w sprawach wynikających z aksjologii, czyli tego naszego określenia co w życiu jest ważne, co jest dobre, co złe, tego porządkowania świata, gdy człowiek musi mieć przekonanie, że robi coś co jest dobre – w takich sytuacjach nie wolno wprowadzać dyscypliny, żadnego nakazu. To jest szantaż moralny, który się odbywa, który nigdy nie powinien mieć miejsca. Prawo i Sprawiedliwość wielokrotnie deklarowało, że nigdy czegoś takiego nie będzie. Nie było tego nawet przy dla mnie sprawie ważniejszej jaką jest życie ludzkie od poczęcia aż do naturalnej śmierci, kwestia aborcji – tam nie było żadnych nakazów. Ludzie mają różne poglądy na ten temat, ja mam jednoznaczne. A w przypadku zwierząt, próba narzucenia woli przez kierownictwo klubu… Tak byłem świadomy, że zostanę pozbawiony tej funkcji, ale uznałem, że trzeba pozostać wierny własnym zasadom i środowisku, które reprezentowałem. Ja nie jestem urzędnikiem. Jestem rolnikiem, myślę, że ze sporym doświadczeniem.

Byłem wiceministrem rolnictwa, byłem doradcą prezydenta Lecha Kaczyńskiego do spraw wsi i rolnictwa. Wykształcenie, studia rolnicze, samodzielne prowadzenie gospodarstwa razem z żoną przez wiele lat – to wszystko daje mi podstawy do tego bym twierdził, że rozumiem środowisko rolnicze. Rozumiem rolnictwo jako złożony system zależności, o czym nie mają pojęcia m.in. twórcy tej ustawy. Więc ja byłem absolutnie świadomy również tego, że konsekwencją moich decyzji, które są zbieżne z oceną polskiej wsi będzie przekreślenie swojej kariery politycznej na tym etapie. Posłowie, którzy się również na to zdecydowali także byli świadomi, że zostaną potraktowani bardzo brutalnie. A mimo to zadecydowali, że sumienie jest dla nich ważniejsze. Bardzo ich za to cenię.

Panie Ministrze, ale wydaje się, że podjęta przez Pana decyzja została doceniona przez środowisko rolnicze. Pogratulował jej Panu nie tylko Prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych, Wiktor Szmulewicz, ale również rolnicy. Wystarczy poczytać co się dzieje na forach. W Internecie jest dużo akcji poparcia dla Pana. Doceniają Pana również Pańscy dotychczasowi oponenci. Na proteście rolniczym w Warszawie, na którym byłam padło pod Pana adresem dużo ciepłych słów.

Pani Redaktor, bardzo mnie to cieszy. Napawa mnie to przekonaniem, że nie zmarnowałem tych ośmiuset trzydziestu kilku dni, podczas których byłem ministrem, nawet podejmując trudne decyzje. Wiele z nich wynikało z sytuacji ekonomicznej, konsekwencji polityki unijnej, czy też innych ograniczeń, co się czasami rolnikom nie podobało. Jednak starałem się zawsze rozmawiać z rolnikami i najlepiej jak potrafiłem podejmować trudne problemy. Bez chowania głowy w piasek, nie bojąc się rolników.

To ja mam się bać rolników, ja jeden z nich? Ja również jestem krewki i mogę każdemu odparować tak, że mu w pięty pójdzie. Ale tym bardziej cenię to o czym Pani powiedziała. Pierwszy raz w historii zdarzyło się coś takiego, że rolnicy w dużej liczbie wyszli protestować przeciwko odwoływaniu ministra, którego szanowali, z którym się kłócili, ale uważali, że w tym trudnym czasie – najlepiej jak potrafił i na ile państwo mu pozwalało działał na rzecz rolników.

PiS straci elektorat wiejski?

Czy zdaniem Pana Ministra „Piątka dla zwierząt” ostro krytykowana przez środowisko rolnicze sprawi, że Prawo i Sprawiedliwość straci poparcie rolników?

Są w błędzie ci którzy myślą tak: teraz można wieś oćwiczyć, można jej zrobić krzywdę, a zapomni za chwilę. Niestety w mieście i na prawicy dużo osób myśli, że rolnicy to grupa cynicznych, chciwych, zachłannych, łatwych do przekupienia ludzi, którzy tylko myślą o tym, żeby do jakiejś kasy się dorwać i nie myślą w kategoriach wyższych. Nawet takie sformułowania się czasami określa. Wszyscy, którzy tak sądzą bardzo się mylą. Nie można ludzi skrzywdzić i za trzy lata przed wyborami powiedzieć teraz damy wam trochę pieniędzy i będziecie na nas głosować. Jeśli ktoś tak myśli to naprawdę nie rozumie jakie głębokie, pozytywne przemiany zachodzą na wsi.

W momencie, gdy rolnicy protestowali w Warszawie przeciwko „Piątce dla zwierząt” premier Mateusz Morawiecki podał skład nowego rządu. Okazało się, że nowym ministrem rolnictwa ma zostać Grzegorz Puda, wnioskodawca krytykowanej przez rolników ustawy, jeden z największych jej zwolenników. 

Pani Redaktor ja życzę każdemu ministrowi, następnemu i tym, którzy kiedyś przyjdą w tej sztafecie – samych sukcesów w rozwiązywaniu problemów wsi. Szanuję również moich poprzedników. Nie wiem dlaczego minister Jurgiel nakazał galerię ministrów od 1989 roku schować do magazynu. Ja kazałem ją przywrócić. Gdyż każdy z nich, niezależnie z jakiej był partii starał się najlepiej jak potrafił. Im wszystkim należy się szacunek. Dlatego życzę i następnemu ministrowi jak najlepiej.

Nie chcę oceniać jego przyszłych działań, bo każdego poznajemy po owocach jego pracy. Ja Pana Pudy praktycznie nie znam. Wiem, że taki poseł jest, robi karierę. Wiem, że jest człowiekiem stosunkowo młodym i samotnym. Natomiast w sprawach rolnictwa się nie wypowiadał i żadnej wiedzy na ten temat ja nie mam. Na pewno rolnicy będą mu się bacznie przyglądać. Natomiast ten wątek, który Pani poruszyła, że twarz ustawy absolutnie odrzuconej przez polską wieś ma zostać ministrem od tej wsi – ta decyzja jest dla mnie mówiąc wprost niezrozumiała.

Piątka dla zwierząt. Ardanowski ostro o ustawie

Dlaczego uważa Pan, że proponowane w „Piątce dla zwierząt” zmiany są szkodliwe dla polskiego rolnictwa?

Ta ustawa nie była z nikim ze środowiska rolniczego konsultowana. Nie była konsultowana z ministerstwem rolnictwa. A przecież ministerstwo rolnictwa ma zaawansowane, na końcowym etapie prace dotyczące szeregu potrzebnych zmian w ochronie zwierząt. Kwestia chipowania, odpowiedzialności właścicieli, kwestia warunków w schroniskach, kompetencji, akredytowania organizacji pro zwierzęcych, które w tej chwili w sposób bezczelny, łamią prawo – a ustawa jeszcze daje im ochronę policyjną przed właścicielami zwierząt.

Również zakaz uboju rytualnego próbuje się dziś bagatelizować mówiąc, że to będzie miało niewielki wpływ na rynki, na eksport. To jest podstawowy sposób eksportowania wołowiny i drobiu. A na przyszłość nie ma żadnych nowych rynków, są tylko rynki krajów muzułmańskich. UE niczego więcej nie wchłonie. Na dodatek KE podpisała wbrew interesowi rolników europejskich umowę z krajami grupy Mercosur z Ameryki Południowej. Napłynie wielka ilość bardzo taniego drobiu z Brazylii i wołowiny z Argentyny.

Polska jest jednym z największych producentów drobiu na świecie

Polska jest jednym z największych producentów drobiu na świecie, jest największa w Europie. Eksportujemy wołowiny 85 proc. z tego 57 proc. jest z uboju religijnego. Jak można podcinać to co jest przyszłością polskiego rolnictwa? Próbuje się z tej ustawy zrobić taki zbitek, który może społeczeństwo łatwiej by łyknęlo – przepraszam za wyrażenie. Wmawia się nam, że to jest ustawa o ochronie zwierząt futerkowych, że trzeba chronić te zwierzęta, bo ich hodowla to barbarzyństwo. Rolnicy produkują to, na co jest zapotrzebowanie. Może trzeba edukować społeczeństwo, ale dopóki będzie zapotrzebowanie to ktoś na świecie te futra będzie produkował.

Jeśli nie u nas, to w gorszych warunkach za wschodnią granicą. W UE zakaz obowiązuje tylko w 13 na 27 krajów. Zakaz wprowadzono tam, gdzie tej hodowli praktycznie nie było, z czego w 5 krajów nie było żadnej fermy, w 3 było od 1 do 5 ferm. Łatwo się likwiduje coś czego nie ma. A tam, gdzie ferm było trochę więcej, choć mniej niż w Polsce wprowadzono długie okresy przejściowe i potężne idące w miliardy odszkodowania. U nas nie, potraktowanie tych hodowców jak bandę barbarzyńców wręcz mafię futerkową. Opluwanie tych ludzi, oskarżanie ich o niecne cele jest rzeczą skandaliczną.

Część ludzi w to uwierzyła. Ci którzy tak ochoczo bronią norek muszą wiedzieć, że kilkaset tysięcy ton ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego, które powstają w rzeźniach bo my chcemy zjeść piersi kurze, udko, skrzydełko do piwa jak mecz oglądamy – zjadały norki. Nie zjedzą tego norki trzeba będzie to spalić w piecach, firmach utylizacyjnych. To będzie kosztowało rocznie samych drobiarzy około 1 mld zł. O tyle podrożeje drób, albo zbankrutują drobiarze. Więc ci którzy tą ustawę tak ochoczo wspierali muszą wiedzieć jakie będą konsekwencje dla społeczeństwa, które przecież zbyt bogate nie jest. Ja nie mogłem zachować się wobec tej ustawy inaczej. A straszenie mnie, kary, odwoływanie z funkcji ministra – w sprawach zasadniczych dotyczących sumienia to Pan Bóg oceni kto postąpił dobrze. To jego oceny się lękam, a w ocenie społecznej to ocena polskiej wsi jest dla mnie najważniejsza. Wieś, służąc społeczeństwu zasługuje na godność i szacunek, a to zostało podeptane.

Wojna światopoglądowa

Panie Ministrze, ale czy nie uważa Pan, że „Piątka dla zwierząt” wpisuje się w proekologiczne trendy, które są obecnie propagowane w Europie? Z jednej strony mamy Zielony Ład, z drugiej pojawiają się głosy nawołujące do ograniczenia produkcji mięsa.

Zielony Ład jest przekierowaniem rolnictwa w kierunku bardziej przyjaznym środowisku, ograniczenie nawożenia mineralnego, środków ochrony roślin. To jest oczywiście kierunek rozsądny. Zakłada się też, wsparcie powierzchni uprawianych ekologicznie. Jest to kierunek ogólnie akceptowany. Ale są też obawy. Udało mi się zebrać w Poznaniu kilka dni temu 11 unijnych ministrów rolnictwa, wszyscy mówili jednym głosem. Przygotowaliśmy wspólną deklarację, Polska staje się tutaj liderem, również przesadnie może podkreślano moją tutaj rolę. Mówimy o tym, że Zielony Ład jest również zagrożeniem. Bo skąd wziąć pieniądze na te wszystkie inwestycje, dostosowanie gospodarstw do tych nowych wymagań? A co ze spadkiem dochodów rolników? A co z sytuacją, gdy w Europie własnej żywności zacznie brakować? Co jeśli trzeba będzie ją sprowadzać z Ameryki Południowej, Nowej Zelandii, Australii gdzie nie przestrzega się tak wysokich norm jak w UE? Ta ustawa (Piątka dla zwierząt- red.) owszem wpisuje się w pewną nową rewolucję lewicową.

To jest neomarksizm, neobolszewia to co się dzieje. Chce się zniszczyć tradycyjną Europę. Tu nie o zwierzęta chodzi. To jest kierunek, który jest realizacją założeń szkoły frankfurckiej. To jest kierunek wrogi tradycji europejskiej wynikającej przecież z chrześcijaństwa. Grecka filozofia, rzymskie prawo i chrześcijaństwo stworzyły przecież Europę taką jaką znamy. Ta rewolucja się toczy. Siłą polskiego tradycyjnego konserwatywnego świata który jest dla Europy ostatnią nadzieją – jest polska wieś. Może dlatego to uderzenie idzie w polską wieś. To wpisuje się w wojnę światopoglądową tych wszystkich lewackich nurtów, które próbują udowodnić, że zwierzę jest ważniejsze od człowieka, a człowiek nie ma żadnych praw i można go mordować od chwili poczęcia.

Ta rewolucja o której Pan Minister mówi zakłada również ograniczenie spożycia mięsa w Europie.

Ale to już się o tym mówi. Działacze lewicowi mówią, że hodowla zwierząt jest czymś bardzo złym. Największe gratulacje nowemu ministrowi złożyła europoseł Spurek podkreślając, że teraz naprawdę będzie można zająć się eliminacją hodowli. Gdyż hodowla przynosi cierpienie zwierząt, a ludziom będzie teraz można narzucić odchodzenie od mięsa. Ja nikomu nie zabraniam wegetarianizmu. Ale mówienie, że ktoś kto nie je mięsa jest kimś lepszym to jest jakaś utopia, jakaś abstrakcja. Toczy się woja ideologiczna i ta ustawa w tą wojnę się wpisuje. Wpisuje się w lewacki, neomarksistowski konflikt, który pustoszy Europę.

Wierzę, że ustawa będzie poprawiona

Panie Ministrze, czy zamierza Pan podejmować działania mające na celu zmianę „Piątki dla zwierząt” nad którą toczą się obecnie prace w Senacie?

Wierzę głęboko – a jak się mówi wiara i nadzieja umierają ostatnie – że ta ustawa zostanie poprawiona i te złe zapisy o których mówiłem zostaną z tej ustawy usunięte. Wierzę, że Senat to poprawi a klasa polityczna się zreflektuje. Rolnicy zgłoszą poprzez senatorów poprawki do tej ustawy. Ja będę te poprawki wspierał, jeżeli ktokolwiek będzie chciał z mojego zdania skorzystać. Pozostaje także Prezydent, który wyraźnie powiedział, że rolnicy, ludzie są dla niego ważni. Szanuję dobrostan zwierząt. Powtórzę jeszcze raz. Nad rozwiązaniami dotyczącymi dobrostanu zwierząt pracowało ministerstwo rolnictwa i nie zostało to w żaden sposób wykorzystane, nikt tego nie wziął pod uwagę. Więc tu nie chodzi o dobrostan zwierząt, jest jakieś inne dno tej ustawy. To nie dobrostan jest celem tej ustawy. Prezydent ma możliwość zawetowania ustawy. Z tym, że jeżeli nie nastąpi refleksja wśród polityków to i veto można w Sejmie obalić.

Na koniec chciałam jeszcze zapytać o plany Pana Ministra na przyszłość. W mediach pojawiają się nieoficjalne informacje, że zostanie Pan doradcą do spraw rolnictwa Prezydenta Andrzeja Dudy.  

Wiem, że wielu osobom by ulżyło gdybym poszedł do Kancelarii Prezydenta pracować. Na zasadzie: załatwił sobie fuchę, załatwił sobie posadę, pewnie przyjemną i zostawił problemy, z którymi się do tej pory mierzył. Nie, ja przede wszystkim jestem posłem. Wybrało mnie prawie 80 tys. osób, to jest najlepszy wynik spośród wszystkich kandydatów polskiej wsi. Nie ma nikogo kto miałby nawet w przybliżeniu podobny wynik. Ten mój wynik był jednym z najlepszych wyników Prawa i Sprawiedliwości. Uzyskałem go w okręgu mało dla PiS-u przyjaznym. Ten wynik wpłynął na wygrane wybory w Polsce, na to, że PiS ma przewagę w Sejmie. Ja chcę pozostać dalej posłem. Nie chcę zawieść tych ludzi, oni mi zaufali i z moim zdaniem się liczą. Będę dalej posłem, będą pracował pewnie jako poseł niezrzeszony, usunięty – podobnie jak ci pozostali – z klubu, z partii. Będzie trudno skutecznie bronić interesów Polski i polskiej wsi ale na pewno będę się starał.

Panie Ministrze dziękuję za rozmowę.

Dziękuję bardzo.

 

Sprawdź więcej informacji na ten temat! Piątka dla zwierząt. Ardanowski nie poparł tej ustawy! Przeczytaj!

Czy artykuł był przydatny?

Kliknij na gwiazdkę, by zagłosować

Ocena 4.2 / 5. Liczba głosów 28

Na razie brak głosów. Możesz być pierwszy!

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Tematy w komentarzach
0 Odpowiedzi na temat
1 Obserwujący
 
Najczęściej komentowany komentarz
Najgorętszy wątek komentarza
1 Komentuj autorów
Heniek Autorzy ostatnich komentarzy
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Heniek
Gość
Heniek

Chciał coś zrobić dla rolnictwa dlatego musiał odejść