Świętokrzyskie: trudne żniwa

Download PDF

Pogoda w ciągu ostatnich dni nie rozpieszcza rolników. Burze i ulewne deszcze, które nadciągnęły w niedzielę na teren woj. świętokrzyskiego przerwały w wielu miejscach żniwa. Farmerzy martwią się o jakość ziarna i podkreślają, że takie utrudnienia mogą dla nich oznaczać duże straty.

– Dziś pogoda się trochę poprawiła, ale w niedzielę było burzowo i mocno padało – opowiada Jan Dąbrowski. Zdaniem synoptyków w weekend spadło lokalnie od 20 do 40 l/m².

Niekorzystna aura utrudnia zbiór ziarna nie tylko farmerom z woj. świętokrzyskiego. Ulewy i burze to problem rolników z wielu regionów kraju.

Rolnicy martwią się, że kilkudniowa przerwa w żniwach może ich uderzyć mocno po kieszeni.

Aby ukończyć żniwa potrzebujemy słonecznej pogody, bez opadów. Deszcze uniemożliwiają nam pracę i przyczyniają się do obniżenia jakości ziarna – podkreśla Jan Dąbrowski.

Niestety, prognozy nie są optymistyczne. Synoptycy przewidują, że na poprawę pogody trzeba jeszcze chwilę poczekać.

Do środy mogą wystąpić burze z porywistym wiatrem osiągającym do 65 km/ha. Lepszej pogody należy spodziewać się dopiero od czwartku. Temperatura osiągnie wtedy od 27 do 29 °C i nie przewidujemy już wtedy opadów – twierdzi Grażyna Dąbrowska, synoptyk Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

Rolnicy martwią się, że kilkudniowa przerwa w żniwach może ich uderzyć mocno po kieszeni. – Jeśli taka pogoda, jaką mieliśmy w weekend się utrzyma, to z jakością ziarna może być kiepsko. A to z pewnością odbije się na cenach oferowanych nam w punktach skupu – zaznacza Jan Dąbrowski.

Na razie notowania zbóż w skupach utrzymują się na poziomie z ubiegłego tygodnia.

Za tonę żyta rolnicy mogą liczyć na 460 zł, za tonę pszenżyta 440 zł. Cena jęczmienia wynosi 450 zł/t, a pszenicy paszowej 500 zł/t – informuje pracownik jednego z punktów skupu.

Czy artykuł był przydatny?

Kliknij na gwiazdkę, by zagłosować

Ocena 0 / 5. Liczba głosów 0

Na razie brak głosów. Możesz być pierwszy!

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o