Sadownicy apelują: nie pompujmy strat po mrozie. Stawką są rynki zbytu

Mróz pod koniec kwietnia 2026 w Polsce uszkodził część plantacji roślin jagodowych i sadów. Jednak producenci owoców apelują o ostrożność w wyrażaniu opinii o stratach. Sadownicy podkreślają, że mówienie o całkowitej katastrofie jest przesadą. Tymczasem sytuacja różni się między regionami i gatunkami.
Kwietniowy mróz rzeczywiście uszkodził część plantacji i sadów w Polsce. Jednak skala strat jest bardzo zróżnicowana. W dużej mierze zależy oczywiście od regionu i gatunku, ale także położenia plantacji czy sadu. Ogrodnicy apelują o ostrożność w opiniach, obawiając się utraty rynku. Nasi zagraniczni konkurenci już bowiem wyciągają wnioski z takich dramatycznych przekazów, jak wiemy na dzisiaj — nieuzasadnionych.
Spis treści
Sadownicy boją się utraty rynku
Już teraz polscy producenci owoców jagodowych czy z drzew, analizując sytuację w kwaterach tonują emocje. Środowisko obawia się osłabienia pozycji handlowej. Sadownicy podkreślają, że kontrahenci już dzisiaj mogą zaczynać korygować decyzje zakupowe.
Janusz Żak właściciel Plantacji Borówki Werchrata, uważa, że nie należy epatować tymi stratami.
„Być może stracimy rynki już teraz i pozycję na rynku, a później się okaże, że te straty wcale nie były tak duże. Odzyskanie rynku może stać się już niemożliwe” — radzi Janusz Żak.
Konkurencja już patrzy
„Nie można na globalnym rynku publikować informacji, że w Polsce jest sto procent strat w jakichś tam gatunkach. Bo konkurencja tylko czeka. Na przykład Peruwiańczycy są w blokach startowych, jeśli chodzi o borówki do Europy i z największą przyjemnością dostarczą te owoce w tak zwanym naszym sezonie” — uprzedza Dominika Kozarzewska, właścicielka Plantacji nad Tanwią w woj lubelskim.
Także na zachodnioeuropejskich portalach już pojawiają się informacje o poważnej sytuacji w Polsce.
„Na podstawie naszych kontaktów i raportów z sektora, mówi się o zmniejszeniu zbiorów o 30, a nawet 50 procent z powodu wiosennych przymrozków z zeszłego tygodnia w Europie Wschodniej. Ten region tradycyjnie był ważnym dostawcą na rynki takie jak Rosja. Jeśli ich produkcja spadnie, inne kraje będą musiały przejąć ten popyt” — przedstawia sytuację jednemu z branżowych portali Tony Derwael z Bel’Export.
Nie wszędzie straty są takie same
Rzeczywiście mieliśmy pod koniec kwietnia falę mrozów, która przez kilka dni przetaczała się nad Polską. Generalnie dotknęła wszystkie rejony tradycyjnie prowadzące produkcję sadowniczą.
Przy czym nie wszystkie rośliny zostały przemrożone, co widać w w poszczególnych regionach.
Regiony
Jak zobrazował wczoraj, tj. 13 maja 2026 r. podczas sejmowej komisji rolnictwa jej przewodniczący, Mirosław Maliszewski, mróz był różny regionalnie.
W zagłębiu grójecko-wareckim pod koniec kwietnia zdarzenia przymrozkowe łącznie trwały 20 godzin. Temperatura spadła do -7°C na wysokości korony drzewa (nie przy gruncie) — mówił Mirosław Maliszewski.
Lubelskie — mróz do -6,3°C.
Łódzkie — temperatura spadła do -7,1°C.
Dolina Wisły (rejon sandomierski) — mrozy do -10,0°C lokalnie ale przy gruncie.
Warunki mocno różniły się między regionami, także małopolskim i wielkopolskim oraz kujawsko-pomorskim.
Gatunki
Nie wszystkie rośliny były w krytycznej fazie — czyli w pełni kwitnienia — podczas tych mrozów.
Ze wszystkich regionów sadowniczych Polski docierają informacje o największych stratach wśród odmian jabłoni z grupy Jonagolda. Rozpoczynają one kwitnienie najwcześniej i pod koniec kwietnia 2026 były w pełni tej fazy. Podobnie mało optymistycznie wygląda sytuacja Mutsu. Lepsze informacje dotyczą takich odmian jak Gala czy Golden Delicious, które były w fazie różowego pąka, albo gdzieniegdzie rozwiniętego pąka królewskiego.
Jeśli chodzi o truskawki, w tym wypadku wczesne czy przyspieszane (płaskimi osłonami) znajdowały się w fazie kwitnienia. Te rośliny były najbardziej narażone na najniższą temperaturę przy gruncie, w porównaniu z krzewami czy drzewami owocowymi. Także odmiana miała znaczenie, gdyż te o kwiatach wzniesionych ponad koronę liści mogły ucierpieć najbardziej.
Ukształtowanie terenu
We wszystkich ww. sytuacjach ogromne znaczenie miało ukształtowanie terenu. Mianowicie na wzniesieniach i szczytach wzniesień rośliny ucierpiały najmniej.
„U nas sady jabłoniowe i gruszowe znajdujące się na szczytach ucierpiały najmniej lub nawet wcale. Ale ile tych sadów na szczytach jest?” — mówi nam sadownik spod Jodłownika.
Rozmawialiśmy też z plantatorem z Podkarpacia, którego plantacja borówki wysokiej prawie wcale nie ucierpiała.
„Moja plantacja znajduje się na wysokości ponad trzysta metrów nad poziomem morza. I dzięki temu u mnie jeszcze krzewy nie kwitły pod koniec kwietnia. Jakieś uszkodzenia są, ale nie takie istotne” — optymistycznie przedstawia sytuację Janusz Żak z Plantacji Borówki Werchrata.
Rośliny się regenerują
We wszystkich regionach dotkniętych kwietniowym mrozem sadownicy i plantatorzy walczyli o plon. Począwszy od opryskiwania, osłaniania, poprzez ogrzewanie powietrza czy zraszanie. Także po ustaniu mrozów „w ruch poszły: środki antystresowe, aminokwasy, mikroelementy, stymulatory, gibereliny itp. Wielu ogrodnikom udało się przez cztery nieprzespane noce i zabiegi w ciągu dnia uratować rośliny.
„No u nas było minus dziesięć przy gruncie. Ale uchroniłem wszystkie truskawki. Uchroniłem to wszystko przez dwie włókniny P23 i jeszcze ogniska paliłem. Jedynie jedna odmiana, Aprica, która ma strasznie wysoko kwiatki nad liśćmi chwyciła z pięćdziesiąt procent” — relacjonuje nam swój sukces plantator truskawki z Mstowa.
Dzisiaj optymistycznie do obecnej sytuacji podchodzi także Dominika Kozarzewska, właścicielka Plantacji nad Tanwią, liderka produkcji borówki wysokiej (borówki amerykańskiej).
„U nas były przymrozki bardzo duże w ostatnim tygodniu kwietnia, nawet do minus dziewięciu. I szczerze mówiąc, ja sama byłam przerażona, jak chodziłam trzy dni później po plantacji. Natomiast dzisiaj widzę, że część uszkodzeń już się zregenerowała” — mówi nam 14 maja 2026 Dominika Kozarzewska.
Tonuje nastroje grozy także dr Dariusz Paszko z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie:
„Borówka jest takim owocem, który dojrzewa stopniowo. Czyli powiedzmy kwiaty otwierają się stopniowo. Więc dlatego mówię o takiej ostrożności, żeby w tej chwili nie wywołać pewnego przekonania, że tych owoców będzie bardzo mało. Trzeba poczekać na to, jaka będzie pogoda w kolejnych okresach sezonu„.
Uprawy pod osłonami w tunelach foliowych
Niezapominajmy, że wiele krzewów owocowych z przeznaczeniem na jakościowy owoc deserowy jest u nas uprawianych pod osłonami. W tych wypadkach szkody są niewielkie lub zerowe.
„Uprawy, które są pod tunelami, no to w zasadzie w ogóle prawie nie ucierpiały” — informuje Dominika Kozarzewska.
Ostateczne straty nadal nie są znane
Oczywiście w środowisku wciąż widać obawę o to, w jakim zakresie udało się uratować plon podczas mrozów i zabiegami po ich ustaniu. Oraz jak same rośliny się zregenerują. Dlatego sadownicy nie mówią już o makabrycznych stratach. Powoli wkracza optymizm.
„Spodziewam się plonów borówki na przeciętnym poziomie. Nie bardzo wysokich jak zazwyczaj w Polsce jeśli chodzi o owoce jagodowe” — szacuje dzisiaj sytuację właścicielka Plantacji nad Tanwią.
Także optymizm przemawia przez Janusza Żaka, którego planatcja prawie wcale nie ucierpiała i dzisiaj, gdy kwitnie lub późniejsze odmiany zaczynają kwitnienie, jest w dobrej kondycji. Plon powinien być u niego niezły.
Jeśli chodzi o starty w owocach pestkowych, to np. właściciele sadów czereśniowych ostro walczyli, więc wkrótce się okaże, czy z sukcesem.
„Nie można powiedzieć, czy te straty będą bardzo duże, czy zabiegi, które sadownicy robili przed i po przymrozkach przyniosą efekty. Widać to na przykładzie śliw, gdzie bezpośrednio po przymrozkach wydawało się, że zawiązki owoców opadną, a w tej chwili widać, że biostymulacja pomagła” — relacjonuje sytuację sadu gruszowego w okolicach Lublina dr Dariusz Paszko z UP w Lublinie.
Natomiast szkody mrozowe w gruszach czy jabłoniach będą widoczne tak naprawdę dopiero pod koniec maja, w czerwcu.
Na dzisiaj sadownicy spodziewają się dwóch opadów — majowego i czerwcowego i dopiero wtedy będziemy wiedzieli, ile owoców zostało i jakiego plonu można się spodziewać.
Presja mrozowa była duża, ale czas pokaże na ile
Najbliższe tygodnie pokażą, w jakim stopniu zabiegi sadowników przyniosły efekt. Poza tym pogoda będzie też decydowała o sile autoregeneracji roślin po kwietniowych mrozach.
Sadownicy nie umniejszają skali problemów po kwietniowych mrozach. Mimo to już teraz część podkreśla konieczność tonowania opinii w sprawie przyszłych plonów wśród producentów owoców. Konieczna jest rozważna komunikacja. Stawką są bowiem nie tylko tegoroczne zbiory i sprzedaż. Ważne jest utrzymanie rynków zbytu. Głównie pozycji na europejskich rynkach ale także trzecich. Nie zapominajmy o polskim surowcu do przetwórstwa.
Najważniejsze informacje:
- Mróz uszkodził część sadów i plantacji jagodowych.
- Sadownicy apelują o ostrożność w ocenach strat.
- Producenci obawiają się utraty rynków zbytu.
- Sytuacja różni się między regionami i gatunkami.
- Część roślin zaczyna się regenerować.
- Ostateczne straty będą znane pod koniec maja i w czerwcu.
FAQ: Sadownicy apelują: nie pompujmy strat po mrozie. Stawką są rynki zbytu
Jakie były skutki mrozu w Polsce pod koniec kwietnia 2026 roku?
Mróz uszkodził część plantacji roślin jagodowych i sadów, ale skala strat różni się w zależności od regionu i gatunków.
Kiedy będzie znana ostateczna skala strat w sadownictwie po mrozach?
Ostateczne straty będą znane pod koniec maja i w czerwcu 2026 roku.
Czy wszystkie gatunki roślin zostały równie dotknięte przez mróz w 2026 roku?
Nie, nie wszystkie rośliny były w krytycznej fazie kwitnienia, co wpłynęło na różnice w stratach między gatunkami.
Dlaczego sadownicy apelują o ostrożność w kwestii ocen strat w plantacjach?
Sadownicy obawiają się utraty rynków zbytu z powodu nieuzasadnionych informacji o całkowitych stratach.
Czy rośliny uszkodzone przez mrozy w Polsce w 2026 roku mają szansę się zregenerować?
Tak, wiele roślin zaczyna się regenerować dzięki zabiegom ochronnym i dobrym warunkom pogodowym.









