Dramat w sadach od Kujaw po Sącz. Wg sadowników, tak źle nie było od 2007 r.

Dramat w sadach objął całą Polskę w 2026 r. Sadownicy z centralnej Polski, Lubelszczyzny i Małopolski mówią o stratach, jakich nie widzieli od 2007 r. W wielu sadach i na plantacjach zniszczone są wszystkie kwiaty i zawiązki owoców. Generalnie — przestańmy mówić o przymrozkach, ale o wielogodzinnym mrozie pod koniec kwietnia 2026.
Dramat w sadach i na plantacjach w 2026 r. nie dotyczy jednego powiatu ani jednego zagłębia. Podkreślić należy, że nie jest to tylko strata plonów polskich owoców. W perspektywie utracimy pracowników, rynki zbytu zdobywane z wielkim trudem, pamięć o naszych polskich markach. Finansowo dramat sadowników odczują także firmy współpracujące — środków ochrony roślin, nawozowe, maszynowe, itp.
Najważniejsze informacje
- Sadownicy mówią o stratach od Kujaw po Nowy Sącz, od Wrocławia po Suwałki.
- W wielu miejscach mróz trwał kilka godzin.
- Lokalnie temperatury spadały do -7°C, -8°C, a przy gruncie nawet do -12°C.
- Cezary Rokicki ocenia, że to nie był przymrozek, lecz mróz!
- W Małopolsce straty u podnóża stoków sięgają 100%.
- Na Lubelszczyźnie sadownicy mówią o bardzo złej sytuacji. Może zbiorą z sadu po dwie skrzynki jabłek?
- Do strat mrozowych dochodzi susza.
- Straciliśmy tegoroczne zbiory, ale także pracowników i rynki zbytu.

Cezary Rokicki (z lewej) i Tomasz Gasparski na tle jednaj z kwater jabłoniowych Sadu Rokicki w 2025 r.
Spis treści
Ogromne szkody mrozowe w całej Polsce
Dramat w sadach nie dotyczy jednego powiatu ani jednego zagłębia. Polscy sadownicy wskazują, że mróz uderzył z równą siłą w centralną Polskę, Lubelszczyznę, Małopolskę, Kujawy i Ziemię Sandomierską.
W praktyce skala problemu jest wyjątkowo szeroka. Cezary Rokicki, sadownik z województwa łódzkiego, mówi wprost, że tak złej sytuacji nie pamięta od lat.
Tak źle nie było od 2007 r. — określa Cezary Rokicki, sadownik z Polski Centralnej
Podobnego zdania jest sadownik z okolic Jodłownika, który mówi, że takie fatalne przymrozkowe lata występują w tamtej okolicy mniej więcej co 10 lat.
Według Cezarego Rokickiego problem i ogrom strat nie był skutkiem tylko spadku temperatury. Problemem był czas trwania mrozu i faza rozwoju drzew.
To był mróz, nie przymrozek!
Cezary Rokicki podkreśla, że sadownicy nie mierzyli się z typowym wiosennym przymrozkiem. Według niego temperatura była zbyt niska i utrzymywała się zbyt długo.
Jeśli pod koniec kwietnia spadek temperatury trwał od godziny 21.30 do 5.00 rano, a nawet 6.00, i wahał się od minus czterech do minus siedmiu stopni, a przy gruncie nawet do minus 12 stopni, no to już nie był przymrozek. W tym okresie sezonu to był mróz! — zwraca nam uwagę Cezary Rokicki
Sadownik tłumaczy, że wiosną roślina już żyje i pracuje. Dlatego taki spadek temperatury niszczy tkanki, kwiaty i zawiązki znacznie mocniej niż zimowy chłód.
Minus siedem, osiem na wysokości dwóch metrów w koronie i który trwał średnio minimum pięć, sześć godzin. To nie jest przymrozek. Dla drzewa pod koniec kwietnia to jest poważny mróz — podkreśla Cezary Rokicki
To ważna różnica dla oceny strat. W jego ocenie przy takiej skali przemrożeń nie można mówić o zwykłej regeneracji.
Zawiązki owoców są czarne po kwietniowych mrozach
Sadownicy z centralnej Polski, Lubelszczyzny i Małopolski oraz Sandomierszczyzny opisują, że w sadach trudno znaleźć zdrowe pąki czy zawiązki. Dlatego wielu producentów już teraz zakłada bardzo duże straty.
Codziennie szukamy jakichś zdrowych, ocalałych pąków i zawiązków. Bez skutku — opisuje swoją sytuację Cezary Rokicki
Rokicki wskazuje też, że część odmian ucierpiała bardzo mocno. Wspomina m.in. grupę Jonagoldów, Mutsu oraz odmiany triploidalne.
Jak jest coś czarne, jest trup — mówi wprost Cezary Rokicki
Podobnego zdania odnośnie do strat w grupie Jonagoldów jest sadownik z Małopolski. Właściwie jabłek tych odmian nie będzie nawet na własne potrzeby.
Natomias według Krzysztofa Cybulaka z Lubelszczyzny prawdziwy obraz strat będzie jeszcze wyraźniejszy za kilka tygodni. Jednak już dziś wielu producentów widzi, że skala uszkodzeń jest bardzo duża.
Lubelszczyzna też liczy straty w sadach i na plantacjach
Krzysztof Cybulak, sadownik z Lubelszczyzny, również mówi o bardzo złej sytuacji w jego zagłębiu sadowniczym, gdzie znajduje się też sporo plantacji krzewów owocowych. W jego gospodarstwie temperatura spadała do około -6 i -7°C, a lokalnie sadownicy notowali jeszcze niższe wartości.
Niektórzy twierdzą, że nie będą mieli nawet dla rodziny — mówi nam Krzysztof Cybulak, sadownik z Lubelszczyzny
Sadownik zaznacza, że nie wszędzie straty muszą wynieść dokładnie 100%. Jednak w wielu kwaterach uszkodzenia wyglądają bardzo poważnie.
Jednocześnie Cybulak wskazuje, że część pąków na jednorocznych pędach może wyglądać lepiej. Mimo to nie daje to jeszcze pewności plonu.
Małopolska: u podnóża stoków 100% strat plonów
Sadownik z Małopolski opisuje podobny obraz. Według niego ostatni raz taka dramatyczna sytuacja wystąpiła w 2007 r.
W sadach u podnóża stoków straty są 100%. Na wierzchołkach wzniesień może zostanie ze 20 procent kwiatów lub zawiązków. Ale ileż jest tych sadów na wierzchołkach? — mówi sadownik z Małopolski
To pokazuje, jak duże znaczenie miało położenie sadu. Niżej położone kwatery dostały mocniej. Natomiast na wierzchołkach część kwiatów i zawiązków owoców mogła przetrwać.
Jednak sadownik podkreśla, że takich sadów jest niewiele. Dlatego ogólny obraz jest dramatyczny, ale oszacowanie strat jest bardzo trudne.
Straty są ogromne, ale jeszcze walczymy — ma nadzieję na uratowanie części plonu sadownik z Małopolski
Kwietniowe mrozy 2026 to strata plonu owoców, pracowników, rynków
W wypowiedziach sadowników dominuje frustracja, presja i niedowierzanie. Producenci nie mówią już tylko o lokalnej stracie. Mówią o skali krajowej.
Cezary Rokicki opisuje sytuację bardzo szeroko.
Ta skala uszkodzeń, co jest teraz, to jest od Helu po Zakopane, od Zielonej Góry do Białegostoku.
W praktyce sadownicy obawiają się nie tylko braku owoców. Obawiają się także skutków dla handlu, grup producenckich, usług i pracowników sezonowych.
Będzie to rok biedy i to okropnej, nie tylko dla nas, dla wszystkich firm handlujących maszynami, usługami itd. Stracimy rynki zbytu na jabłka, które obsługujemy, ostatnio nowe, bo nie bedziemy mieli czym handlować. Ktoś inny wejdzie na nasze miejsce. Stracimy pracowników tych co mamy od iluś lat z Ukrainy, którzy przyjeżdżają do nas do pracy. Bo nie będziemy potrzebowali 15–20 osób, tylko 3 albo 4. Czyli oni sobie znajdą nową pracę i za rok, za dwa, ich nie ściągniemy z powrotem. Na rynku maszyn sadowniczych będzie wielki dramat. Rynki zbytu — dramat. Szykuje się zapaść gospodarcza której jeszcze chyba na taką skalę nie było — patrzy na sytuację realistycznie, całościowo Cezary Rokicki.
Co widać w polskich sadach?
W sadach widać białe kwiaty, ale to może mylić. Sadownicy podkreślają, że z zewnątrz drzewa wyglądają czasem dobrze. Dopiero po rozcięciu dna kwaitowego widać czarne środki.
Dlatego ocena strat wymaga kontroli kwiatów i zawiązków. Ponadto trzeba poczekać, aż drzewa pokażą, co faktycznie utrzymają do czerwca.
Jednak już teraz wielu sadowników mówi, że skala uszkodzeń jest większa niż w poprzednich sezonach.
Na dramat sadowników zareagował Stefan Krajewski, minister rolnictwa i obiecał szybkie szacowanie szkód oraz wsparcie: Komisje szacujące szkody po przymrozkach 2026 ruszają. Straty w sadach ogromne
Susza 2026 dobija sady i plantacje
Mróz kwietniowy to nie jedyny problem.
Otóż, lokalnie zimą 2025/2026 temperatura spadła znacznie poniżej -20°C, nawet do ok. -30°C. Cezary Rokicki podkreśla, że wtedy doszło do przemrożenia części wiązek przewodzących krótkopędów i podstawy pąków. To już rokowało źle. Teraz praktycznie w całej Polsce brakuje wody w glebie. Od ostatnich obfitych opadów śniegu tylko miejscami pokropiło.
U nas susza jest straszna. Ostatni opad to był śnieg w lutym. A tak to 2 milimetry, 3 milimetry deszczu, jeśli już pada. Nawozy leżą nieaktywne — opisuje suszę na Lubelszczyźnie Krzysztof Cybulak.
Teraz przyszedł mróz pod koniec kwietnia, który zniszczył nawet te wydelikacone brakiem wody kwiaty i zawiązki.
To będzie osobny temat. Trzeba sprawdzić, czy zawiązki, które przetrwały mróz, zawiążą się, przetrwają suszę i się utrzymają — podkreśla sadownik z Małopolski.
Natomias Krzysztof Cybulak zauważa kolejny problem. Nawet, jeśli zawiązki gruszy przetrwają, to jakość owoców może być fatalna.
Mój syn ma lepsze oczy, więc już zauważył spękania na zawiązku gruszy, na ogonku. W efekcie jeśli taki zawiązek się utrzyma to spękania będą się powiększały wraz ze wzrostem owocu. Już mieliśmy takie szkody wcześniej. W efekcie praktycznie dziewięćdziesiąt procent gruszek poszło na przemysł — mówi nam Krzysztof Cybulak.
Dramat w sadach i na plantacjach — wnioski
Dramat w sadach od Kujaw po Nowy Sącz pokazuje skalę strat po wiosennym mrozie 2026 (w dniach 26–30 kwietnia). Sadownicy mówią, że tak źle nie było od 2007 r. Co więcej, część z nich podkreśla, że to nie był zwykły przymrozek, lecz wielogodzinny mróz niszczący kwiaty i zawiązki.
Czytaj też: Kwietniowe przymrozki 2026. Czy uda się uratować plon?
W najbliższych tygodniach drzewa pokażą pełny obraz strat. Jednak już teraz sadownicy z kilku regionów mówią jednym głosem: sytuacja jest wyjątkowo trudna.
My będziemy mieli za owoce pieniądze jakiekolwiek jesienią przyszłego roku. Bo po tegorocznych mrozach to dopiero latem i jesienią przyszłego roku będziemy zbierać owoce z sadów. Jeżeli oczywiście znów nie dowali mróz wiosną 2027 — podkreśla dramatyzm sytuacji Krzysztof Cybulak w rozmowie z naszym portalem.









