Rentowność gospodarstwa sadowniczego ratują gruszki. Jabłka — dramat.

Rentowność gospodarstwa sadowniczego produkującego jabłka spada z roku na rok. To problem, jaki dotyka wielu sadowników nie tylko w Polsce. Także belgijscy sadownicy się z nim zmagają. Sytuację ekonomiczną ratują gruszki, także w mieszanych polskich gospodarstwach.
Rośnie liczba sadowników, którzy przestawiają się lub zwiększają w powierzchni gospodarstwa nasadzenia gruszy. Ten gatunek od kilku lat ratuje rentowność gospodarstwa sadowniczego.
Spis treści
Trudne czasy dla belgijskich sadowników
W tym roku belgijski rynek jabłek jest katastrofalny, a produkcja gruszek tylko pokrywa koszty działalności. Rynkiem szarpią protesty o lepsze ceny, a rosnące koszty produkcji tylko potęgują problemy producentów jabłek.
Sadownik Bert Morren z Fruitbedrijf Morren mówi:
To wspaniały zawód, ale w obecnej sytuacji czasami zastanawiam się, jak sobie z tym wszystkim poradzę. Jabłka są w tym roku katastrofą, a z gruszkami ledwo udaje się wyjść na prostą.
Jego gospodarstwo uprawia głównie gruszki na około 15 hektarach. Specjalizuje się głównie w Konferencji, ale jest tam również grusza Doyenne. Nie jest to monogatunkowe gospodarstwo sadownicze. Poza gruszkami produkuje bowiem jabłka Jonagored i Sissired.
Bert przejął biznes w 2000 r. od swojego ojca, dla którego było to dodatkowe zajęcie. Bert postanowił rozszerzyć uprawy i teraz on, jego żona, Joke, i ich dzieci również zajmują się gospodarstwem.
Gruszki ratują sadowników jednakże z jabłkami jest dramat
Sytuacja z gruszkami nie jest zła, mówi hodowca.
Ale nie jest też rewelacyjna. W ubiegłym roku było dobrze. W tym roku po prostu dajemy radę. Gruszki zebrane w terminie trzymają się dobrze w miarę zbliżania się drugiej części sezonu. Jednakże gruszek zebranych później nie można przechowywać zbyt długo, już teraz są tam pewne straty. Jednakże ceny są doskonałe jak na tę porę roku — wyjaśnia Bert.
Sezon jabłkowy to jednak ból głowy dla tego belgijskiego sadownika.
Ceny są dramatycznie niskie i obawiam się, że sytuacja ta będzie trwała do końca sezonu. Na szczęście wszystkie moje jabłka już się skończyły. Sissired zwykle dobrze sprzedaje się o tej porze roku, ale nawet ta sprzedaż była w tym roku rozczarowująca. Zazwyczaj na rynku jest jeszcze miejsce na to letnie jabłko. Ale w tym roku wydaje się, że w sklepach pozostało trochę zapasów Jonagolda z poprzedniego sezonu. Jednocześnie coraz trudniej jest o cały asortyment jabłek. Wykarczowano co najmniej dziesięć procent upraw jabłoni w mojej okolicy. Jeśli sytuacja powtarzać się będzie co roku, to za pięć lat wszystkie sady jabłoniowe znikną — kontynuuje Bert.
Fuzja BelOrta i BFV — szansą dla sadowników
Bert sprzedaje swoje owoce za pośrednictwem BFV. Stało się to obecnie kolejnym problemem. BelOrta i BFV osiągnęły porozumienie w sprawie fuzji w zeszłym roku, a w tym tygodniu spółdzielnie zaczęły rozmawiać z plantatorami o przyszłości. Teraz wielu sadowników musi zdecydować, czy się zintegrować, czy kontynuować działanie niezależnie.
Zdecydowałem się zostać. Niektórzy plantatorzy są niezdecydowani, ale jestem pewien, że razem jesteśmy silniejsi niż osobno. Samodzielne działanie spowoduje walkę między sadownikami i będzie wywierająło jeszcze większą presję na ceny. Myślę, że musimy wspólnie stawić czoła wyzwaniom — mówi Bert.
Dlatego również rodzina Morrenów wkłada wiele wysiłku w swój sklep z produktami regionalnymi. Jak przyznaje Bert, pozwala to rozłożyć ryzyko. Jego zdaniem biznes jabłkowy wydaje się, niestety, upadać. Dlatego jego rodzina nie chce stawiać wszystkiego na jednego konia. Sklep jest innym kanałem dotarcia do klientów. Przede wszystkim Joke zarządza tą sprzedażą. W sklepie można zamówić lokalne produkty, które będą dostępne we wspólnym koszyku. Oferta obejmuje produkty od soku jabłkowego i syropu gruszkowego ze świeżych owoców z własnego sadu, po lokalnie produkowaną kawę, musztardę i piwo. „To współpraca z lokalnymi producentami” — podsumowuje Bert.
Reasumując, spadająca rentowność gospodarstwa sadowniczego dotknęła nie tylko Belgów. Polscy sadownicy mierzą się z problemami spadającej rentowności już od kilku lat. U nas także bardzo często słyszy się opinię, że gdyby nie gruszki, trudno byłoby utrzymać działalność. Dlatego też rośnie w Polsce powierzchnia sadów gruszowych. A to spędza sen z powiek sadowników z zachodniej Europy.
Źródło: Freshplaza.com








