Kończą się zbiory soi: jakie będą wyniki?

Przed 6 laty rolnicy z pogranicza polsko-czeskiego rozpoczęli doświadczalne uprawy tej ciepłolubnej rośliny. Okazało się, że uprawa soi jest opłacalna, a areał upraw zaczął się szybko zwiększać. Jak teraz wyglądają uprawy? I jak będą prezentować się tegoroczne zbiory?
– Zaczęliśmy uprawę soi w ubiegłym roku – mówi pan Mirosław Pietras, prowadzący gospodarstwo rolne w Zwanowicach w pow. brzeskim. – Roślina dobrze się przyjęła. W tym roku testowaliśmy 6 odmian i ich przydatność w polskich warunkach klimatycznych.
W tym roku, gdy Unia Europejska zaczęła dopłacać do materiału siewnego i do uprawy roślin strączkowych, areał upraw soi na Opolszczyźnie wzrósł lawinowo.
– Szacuję, że w woj. opolskim w tym roku było ok. 2 tys. ha soi – mówi dr Władysław Kościelniak, doradca rolny z Łosiowa.
– W całej Polsce było ok. 20 tys. ha plantacji soi. Świadczy o tym rozprowadzenie materiału siewnego przez 2 główne firmy – dodaje dr Kazimierz Pyziak ze Stacji Doświadczalnej Oceny Odmian w Głubczycach.
Prowadzone doświadczenia dowodzą, że soję można z powodzeniem uprawiać w Polsce. Zdaniem rolników opłacalność zapewnia plon powyżej 2 ton z hektara.
– Uprawę soi w naszym gospodarstwie zaczęliśmy 3 lata temu – wspomina pan Sylwester Łuszczyna, prowadzący gospodarstwo w Kobieli. – Późno zaczęliśmy, a rok był zimny. Mimo to uzyskaliśmy 2 tony z hektara.
– Ja na soi się nie zawiodłem, uzyskując w zeszłym roku 3 tony z hektara – dodaje pan Stanisław Pietras prowadzący z synem gospodarstwo rolne w Zwanowicach.
Rolnicy widzą, że w obecnych warunkach klimatycznych uprawa jest opłacalna!
– Uprawa soi w naszym rejonie, czyli w południowo-zachodniej Polsce, jest bardzo opłacalna z tego względu, że cena tzw. paszowej soi jest dość wysoka, wynosi od 1300 do 1350 zł/t – mówi pan Wiesław Dziekoński, rolnik ze Skorogoszczy.
Ja na soi się nie zawiodłem, uzyskując w zeszłym roku 3 tony z hektara.
– Opłacalność to jedno, ale ważną sprawą jest rola soi w płodozmianie zbożowo-rzepakowym i w tworzeniu próchnicy, jak również spełnienie wymogów zazielenienia – podsumowuje pan Stanisław Pietras.
Głównym problemem w uprawie soi w Polsce jest jednak zachwaszczenie plantacji, bo nie ma zarejestrowanych herbicydów ani środków do zwalczania owadów na polach soi.
– Można to robić tylko zarejestrowanymi herbicydami. Taki jest tylko jeden i nie jest najlepszy, bo nie pozostawia czystego pola – mówi Mirosław Pietras ze Zwanowic.
– Muszą być stosowane herbicydy: zarówno doglebowe, jak i nalistne. Herbicydy doglebowe w tym roku w warunkach suszy, przy braku wody nie zadziałały – twierdzi dr Władysław Kościelniak.
Ten rok nie jest jednak sprzyjający uprawie soi. Z powodu wyjątkowej suszy rośliny przedwcześnie dojrzały i wiele nasion wypadło na glebę. Ale to nie zniechęca rolników.
– Nie można podejmować decyzji na podstawie doświadczeń z jednego roku. Trzeba być konsekwentnym i cierpliwym – uważa pan Adam Lenartowicz z Różyny.
W tym roku rolnicy na soi zbyt dużo nie zarobią, ale nie będzie trudno jej sprzedać.
– Na rynku już działają firmy skupujące soję i odsprzedające ją firmom przetwórczym – twierdzi pan Stanisław Pietras.
– W tym roku całość uprawy mieliśmy zakontraktowaną w cenie 1600 zł za tonę – przyznaje również Sylwester Łuszczyna z Kobieli.
Soja to podstawowy składnik większości pasz. Niestety jest droga i trzeba ją importować z ciepłych krajów. Jest jednak szansa, że to się wkrótce zmieni i Polska uniezależni się od importu roślin białkowych. A fakt, że jest to roślina ciepłolubna, nie powinien stanowić przeszkody – w końcu kukurydza też jest rośliną ciepłolubną, której niewielu dawało szanse powodzenia, gdy ją wprowadzano do uprawy w Polsce przed ponad 30 laty.











