Wirtualne doradztwo dostarcza rolnikowi cennej wiedzy czy grozi katastrofą?

Wkroczyliśmy w erę mediów społecznościowych pełną parą. Na forach dzielimy się przepisami, poglądami, a nawet bardzo prywatnymi informacjami. Już w parę sekund, do najdalszej „galaktyki”, dociera nasz post (akcja start), chwilę później jest reakcja. Nie ma się więc co dziwić, że takie możliwości wykorzystujemy m.in. do wirtualnego doradztwa w różnych dziedzinach. Tylko, czy wirtualne doradztwo nie zawładnęło nami za bardzo?

Telefon w dłoń i „hulaj dusza”, co tam po całej Polsce, świat stoi otworem! Wychodzimy na chwilę w pole, kręcimy filmik lub pstrykamy fotę i już się można pochwalić na grupie na Facebooku albo… podzielić problemem na forum, licząc na błyskawiczne wirtualne doradztwo członków grupy. Odpowiedzi na zadane przez nas pytanie napływają, ale czy na pewno warto z nich korzystać bezrefleksyjnie?

Zamiast burzy mózgów, burza w sieci

Kiedyś, tzn. przed erą Facebooka, czyli w nieodległej przeszłości, rolnicy wspomagali się wiedzą zaufanego sąsiada albo specjalistów z lokalnych sklepów rolniczych, ODR czy PIORiN (wcześniej Stacji Kwarantanny), szkoły rolniczej, albo dzwonili do branżowego instytutu. Sąsiad sytuację w rejonie znał najlepiej, a doradcy zadając „setki pytań” dowiedzieli się wiele o lokalizacji pola, warunkach uprawy, przedplonie, terminie siewu oraz wszelkich zabiegach przed- i posiewnych, przed- i powschodowych. Wyciągali wnioski, dochodziło do tzw. „burzy mózgów”, w której czynnie uczestniczył rolnik, ostatecznie decydujący się na najlepsze rozwiązanie. Fakt, skutki decyzji spadały na niego (i to się akurat nie zmienia), ale osoby (istniejące w realnym świecie nie wirtualnym) poproszone o pomoc, miały świadomość odpowiedzialności na nich ciążącej. Kierowały więc nimi: rozsądek, staranność, rzetelność, rozwaga i uczciwość, wiedza i doświadczenie.

Jednak świat się zmienia i teraz przyszła moda na wirtualne doradztwo. Rządzi się ono jednak innymi prawami. Gdy pojawia się problem nie musimy już biegać po sąsiadach, doradcach, instytucjach, wystarczy, że włączymy komputer i wejdziemy na Facebook. Następnie wybieramy grupę na Fb, wrzucamy zdjęcie niepokojących objawów do sieci (często nieostre), zadajemy krótkie pytanie i czekamy na porady. Jest to prostsze i wygodniejsze rozwiązanie, jednak czy pomocne? Po chwili od wrzucenia przez nas do sieci zdjęcia pojawiają się setki rozwiązań problemu. Tyle, że porady, których nam udzielają inni – często nieznajomi użytkownicy Facebooka są często „od sasa do lasa”, czyli diametralnie rozbieżne. Czy warto z nich korzystać?

Zrobi się ciepło i samo przejdzie?

wirtualne doradztwo

Rolnicy poszukują porad na grupach na Facebooku.

fot. Facebook/ screen

Załóżmy, że masz problem i interesuje Ciebie dawka herbicydu doglebowego. Zdajesz się na wirtualne doradztwo. Zadajesz krótkie pytanie na grupie. Okazuje się, że odpowiedzi spływają szybko i są udzielane bez dodatkowych pytań. Co tam: klasa gleby…, uwilgotnienie, temperatura lokalna? Nikt nie wie, skąd piszesz i nie chce wiedzieć.  Ty natomiast nic nie wiesz o udzielającym odpowiedzi. Czy zaufasz tym radom nie wiedząc, kto kryje się po drugiej stronie komputera? Zdasz się na anonimowe wirtualne doradztwo?

Pytasz o konieczność dodania adiuwantu, możliwość mieszania konkretnych środków ze sobą czy z nawozami, albo jeszcze lepiej… „środka w typie” – to pytanie pada bardzo często na grupach (i tutaj pada nazwa oryginału, ale nie „zamiennika”, którego chcesz użyć). Odzew: „Ja mieszałem”. Zastanawiasz się, czy odpowiadający ma na myśli ten sam substytut?

Pokazujesz na zdjęciu dręczące Cię przebarwienia na liściu (oczywiście tak jak widzisz – górnej strony liścia). No… i masz porady natychmiast – w tym sezonie najczęściej można dowiedzieć się, że: „Zrobi się ciepło i słonecznie – przejdzie”. Czy tak rzeczywiście będzie?

Wirtualne doradztwo a konsekwencje

A jeśli gleba, na której chciałeś zastosować herbicyd, absolutnie się do tego nie nadaje? W Twoim rejonie panuje suchy mikroklimat, w porównaniu z resztą kraju. Wydasz pieniądze, a efekt zerowy? Herbicyd uruchomi się po opadach i być może będzie toksyczny dla rośliny uprawnej, która zaczęła kiełkować i wschodzić? Do kogo będziesz mieć wtedy żal? Straconego czasu nie nadrobisz! Wydanych pieniędzy nie odzyskasz!

Co lepiej zrobić – zamiast zdawać się na nieznajomych doradców? Dlaczego samodzielnie nie zrobisz próby fizycznej mieszając komponenty, zanim podejmiesz decyzję o sporządzeniu mieszaniny zbiornikowej? Polegają na opinii nieznajomych sporo ryzykujesz. Może się tak zdarzyć, że zniszczysz sobie instalację w opryskiwaczu, bo mieszanina się rozwarstwi, a osad czy kłaczki zapchają przewody, filtry, itp. Wydatek rozpylaczy będzie nierównomierny, skuteczność zabiegu mizerna albo zerowa.

A zastanawiałeś się nad chemizmem mieszaniny? Czy kumulacja substancji czynnych nie spowoduje, przekroczenia najwyższych dopuszczalnych poziomów pozostałości (NDP) na/w plonie i utrudniony albo niemożliwy będzie zbyt? Utracisz rynek, renomę, wizerunek, szacunek. Powrót do handlu może być już bardzo trudny, albo wręcz niemożliwy.

Ponadto, kolejnym problemem mogą okazać się złej jakości zdjęcia wrzucane do sieci. Jeśli są one niewyraźne, objawy problemu z jakim się zmagasz mogą zmylić wirtualnych doradców. Przebarwienia utożsamiane z zaburzeniami fizjologicznymi czy żywieniowymi mogą mieć wręcz charakter patogeniczny. Dostarczysz azotu, roślina się wydelikaci i będzie bardziej podatna na silne infekcje czy atak. Błyskawiczny rozwój choroby czy szkodnika spowoduje ogromne straty plonu. Dostaniesz strzał z kierunku, z którego się nie spodziewałeś.

Wirtualne doradztwo z życia wzięte

Teraz kilka przykładów z życia, a raczej z sieci wziętych. „Taka larwa i jaja, chyba opuchlaka? Znalazłem pod borówkami. Co robić?…” i dodane zdjęcie jaja oraz dorodnego pędraka – larwy chrabąszcza majowego. Część „grupowiczów” od razu podała „antidotum”: Klozer – biologiczny środek na opuchlaki, inni radzili… Dursban. Byli też tacy, którzy rozwiali wątpliwości pytającego i prawidłowo określili sprawcę szkód, jako właśnie pędraka.

wirtualne doradztwo

Rolnik zadaje pytanie, otrzymuje kilka różnych odpowiedzi – komu wierzyć?

fot. Facebook/ screen

Najważniejsza konsekwencja w działaniu

Zastosowanie środka biologicznego, będącego mieszaniną grzybów owadobójczych (entomopatogenicznych, entomofilnych) m.in. z rodzajów Beauveria, Metarhizium oraz bakterii glebowych może być skuteczne, ale wymaga konsekwencji w działaniu. Zabieg to nie wszystko. Trzeba się do niego przygotować. Stanowisko, które mamy zamiar traktować środkiem wymaga kilkutygodniowego stałego zwilżenia podłoża, zarówno przed, jak i po zabiegu, i najlepiej, aby było ono dość ciepłe. Muszą panować w podłożu warunki optymalne do rozwoju grzybów i bakterii, aby doszło do uaktywnienia tych mikroorganizmów i porażenia nimi szkodnika.

Dlatego preparat powinien być też podany w dość dużej ilości wody, aby przesiąkał w głąb i introdukcja dotyczyła także głębszych partii gleby (10–15 cm), gdzie najczęściej przebywają pędraki latem. Jesienią przemieszczają się niżej, przygotowując się do zimowania. Aby uzyskać skuteczność, musi dojść do zainfekowania organizmu pędraka, a ten latem jest bardzo mobilny. Dlatego nie wystarczy punktowy zabieg. Czy ktoś jednak udzielił tak dokładnych wyjaśnień w sieci? Nie.

Działajmy zgodnie z prawem!

W drugim przypadku, gdy radzono użycie Dursbanu, to już jawne łamanie prawa. Chloropiryfos, składnik Dursbanu, został wycofany z użycia w Unii Europejskiej. Ostatnie zabiegi tą substancją można było wykonać 16 kwietnia 2020 roku. Środka nie ma w sprzedaży, więc jakiekolwiek jego używanie, teraz wyłącznie z „zasobów magazynowych” jest niezgodne z prawem.

Wykrycie pozostałości w owocach borówki, a jest to pewne, zwłaszcza jeśli środek zostanie teraz zastosowany, skutkować będzie konsekwencjami karnymi, finansowymi i na pewno wizerunkowymi – niestety nie tylko dla danego producenta. Takie informacje w lot przyjmują formę sensacji, a konkurencja, szczególnie międzynarodowa jest wyczulona i w mig nagłośni sprawę na cały świat.

Wirtualne doradztwo i profesjonalna weryfikacja

Dla jasności, nie zniechęcamy do poszukiwania porad w sieci. Zdajemy sobie sprawę, że media społecznościowe przyczyniły się do drastycznej zmiany komunikacji międzyludzkiej. Młodzi obywatele nawiązują znajomości w sieci, a nie w rzeczywistym świecie. Większość przekazów dzisiaj opiera się na audiowizualizacji albo obrazie. Czytane i przyswajane są tylko krótkie formy przekazu. Dodatkowo wirtualny przekaz dociera szybko i w ten sposób odpowiada na zapotrzebowanie członków danej grupy społecznościowej.

Nikt już tego nie zmieni, ale może warto rady, które otrzymamy w sieci zweryfikować później z sąsiadem, doradcą pracującym w okolicy, albo z fachowcami, którzy w instytucjach branżowych (szkołach, uczelniach, instytutach) wciąż służą radą? Można też, posługując się obrazem, przesłać dobre jakościowo zdjęcia (najlepiej kilka) do zaufanego doradcy. Trzeba dokładnie sfotografować podejrzany organ, z kilku stron, w różnych ujęciach i powiększeniach. Wtedy łatwiej ocenić sytuację i trafić z radą w punkt.

Ostrzegamy i doradzamy. Nasz nowy stały cykl

Wirtualne doradztwo może być pożyteczne aczkolwiek, jak do wszystkiego, i do tego rozwiązania trzeba podchodzić z rozsądkiem i dystansem. Na łamach portalu agroFakt.pl wprowadzamy więc stały cykl, w którym będziemy eksponowali różne zalecenia wzięte z życia, a raczej z sieci. Chcemy uwrażliwić rolników-grupowiczów i uchronić ich przed pochopnym podejmowaniem decyzji w oparciu o rady nieznajomych wirtualnych doradców.

Przeczytaj również: Skrzypionki w zbożach – kiedy wykonać zabieg?

Czy artykuł był przydatny?

Kliknij na gwiazdkę, by zagłosować

Ocena 4.4 / 5. Liczba głosów 5

Na razie brak głosów. Możesz być pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *