Polski jabłecznik na tajskich stołach

Jabłecznik czy może jednak szarlotka? Już wkrótce przed takim dylematem staną Tajki i Tajowie – Bangkok otwiera rynek dla polskich jabłek.
Gastronomiczni puryści przekonują, że jabłecznik i szarlotka to dwa zupełnie różne specjały, jednak większość zwykłych zjadaczy ciasta z jabłkami na ogół nie zaprząta sobie tym głowy. Być może nad kwestią pochylą się mieszkańcy Tajlandii, którzy już wkrótce będą smakować jabłka z Polski.
Spis treści
Polskie jabłka w Tajlandii
Rozmowy na temat możliwości eksportu polskich jabłek na rynek tajlandzki prowadzili między innymi przedstawiciele Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa oraz dyplomaci z Ambasady RP w Bangkoku. Resort rolnictwa poinformował, że zakończyły się sukcesem. W komunikacie czytamy, że w pierwszej partii owoców przeznaczonych na eksport ze zbioru 2019 roku znajdą się jabłka zarejestrowane przez wojewódzkie inspektoraty jeszcze przed tegorocznym sezonem wegetacyjnym. Ma to związek z cyklem kontroli i certyfikacji. Zezwolenie na eksport jabłek z Polski wydał Departament Rolnictwa Tajlandii.
Tajski czy tajlandzki?
Dziś obie formy stosuje się na ogół zamiennie, ale paradoks polega na tym, że tak naprawdę nie są tym samym. Słowo „tajlandzki” pochodzi od nazwy państwa, natomiast „tajski” od Tajów, jednego z ludów azjatyckich zasiedlających Tajlandię. Gwoli ścisłości, Tajowie stanowią większość populacji tej części Azji, tym niemniej – nie są jedyni. W języku potocznym używamy zwykle krótszej formy: „tajski”, również za sprawą kuchni, boksu, masażu czy filmów pochodzących z tej części Azji.
Jabłko czy… jebłko?
Jabłko to słowo pochodzące z około 1500 roku: nasi przodkowie mówili jednak „jebłko”, „jebłecznik”, „jebłeczny”. Wiąże się to z dynamicznymi zmianami, jakie zachodzą w języku nieustannie. Interesujące dzieje wyrazu przytacza Słowniku etymologicznyA 28 września obchodzimy Światowy Dzień Jabłka.
Źródło: PAP, MRiRW










