ASF: poszerzona żółta strefa oznacza kłopoty

Po stwierdzeniu ognisk ASF w powiatach wysokomazowieckim i bialskim Komisja Europejska zmieniła strefy ochronne związane z restrykcjami dla rolników hodujących świnie. Strefa żółta po raz pierwszy przekroczyła granicę woj. podlaskiego i objęła część Mazowsza i Lubelszczyzny.
Co to oznacza? Przede wszystkim kłopoty dla rolników-hodowców.
– Mieszkam w strefie żółtej, czyli pierwszej i przynajmniej teoretycznie najmniej restrykcyjnej – powiedział nam Włodzimierz Malinowski, rolnik z Podlasia. – Sytuacja jest taka, że u nas teoretycznie można produkować świnie i nawet można je sprzedawać, ale muszą być ubite w strefie. Jednak problem polega na tym, że w moim powiecie nie mamy ubojni.
Dodatkowo wszystkie świnie muszą być wszystkie zbadane, co oznacza przede wszystkim dodatkowe koszty. Po zbadaniu mogą być sprzedane w dowolne miejsce, nawet poza strefę – bo przecież są zdrowe. Ale…
– Nikt nie chce bić nawet zdrowych świń ze strefy i nikt nie chce kupować świń ze strefy żółtej, choć są zdrowe i mają na to papiery wystawione przez weterynarza – dodaje pan Włodzimierz. – Żaden zakład przetwórczy mięsa też świń nie chce kupić, woli nawet zerwać umowę z rolnikiem, niż kupić świnie z papierami potwierdzającymi, że zwierzę jest zdrowe.
Podlasie nie jest takim regionem, w rym hoduje się dużo świń. Są w Polsce znacznie bardziej trzodowe miejsca: choćby Kujawy czy Wielkopolska.
– Gdyby ASF dotarło do Wielkopolski oznaczałoby to bankructwo dla wieku hodowców – mówi Marek Szmit, rolnik spod Szamotuł. – Dlatego niewątpliwie wszystkim rolnikom zależy na tym, aby ASF nie przedostało się do zachodnich województw. Śledzę komunikaty w sprawie afrykańskiego pomoru świń i jestem bardzo zaniepokojony tym, co się dzieje. Z całego serca życzę powodzenia tym, którzy starają się zatrzymać wirusa we wschodniej części Polski.








-1-300x150.jpg)
