Rynek egipski jeszcze niestracony dla polskich jabłek

Kiedy w grudniu 2022 r. drastycznie spadł eksport polskich jabłek na rynek egipski, pojawiły się obawy, że utracimy kolejnego ważnego dla nas odbiorcę. Po udzieleniu Egiptowi pożyczki przez MFW tendencja ta zaczęła się powoli odwracać. Wciąż jednak odnotowujemy spore straty w stosunku do analogicznego okresu 2022 r. O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Mirosława Maliszewskiego, prezesa Związku Sadowników RP, posła na Sejm.
Przypomnijmy, władze egipskie, chcąc utrzymać rezerwę walut wymiennych potrzebnych na zakup coraz droższego zboża, zaczęły blokować import niektórych produktów żywnościowych z krajów UE. To niemal doprowadziło do stagnacji w eksporcie polskich jabłek na rynek egipski.
Spis treści
Pożyczka dla Egiptu miała poprawić sytuację w handlu polskimi jabłkami
W wyniku interwencji organizacji reprezentujących różne kraje unijne, w tym ZSRP, Międzynarodowy Fundusz Walutowy udzielił Egiptowi
pożyczki. Miała ona poprawić płynność finansową Egiptu. W efekcie władze tego kraju przywróciły normalną wymianę walut. Jednym z warunków udzielenia pożyczki było przestrzeganie umów handlowych, które Egipt zawarł z krajami unijnymi.
Presja ma sens w sprawie eksportu jabłek do Egiptu
Czy rynek egipski zwiększył zakupy polskich jabłek?
Po ostatnich miesiącach drastycznego spadku eksportu jabłek na rynek egipski, w lutym coś w końcu drgnęło. Odnotowaliśmy bowiem 34% wzrost sprzedaży w stosunku do stycznia tego roku. Natomiast wobec lutego 2022 r. jest to wciąż 33% strata.
Mirosław Maliszewski: Niestety, ten eksport nie jest porównywalny do ubiegłorocznego. To konsekwencja trudnej sytuacji gospodarczej w Egipcie, która wynika z kilku czynników. Po pierwsze wciąż drożejącego zboża, po drugie małych wpływów do budżetu z tytułu turystyki. To ogranicza możliwości zakupowe Egiptu. I tak sytuacja się bardzo poprawiła w stosunku do tego, co by było, gdyby nie pożyczka od MFW.
Jak nie „ukryte embargo”, to mały popyt na jabłka
A więc obecny wynik sprzedażowy to nie gierki ze strony egipskiego importera?
M.M.: Nie, możliwość wymiany walut została odblokowana, czyli importerzy z Egiptu mogą wymieniać funta egipskiego na dolary lub euro i płacić nimi za dostarczane jabłka. Inaczej groziłoby to całkowitym załamaniem rynku. Zresztą w grudniu i listopadzie, gdy pojawiły się problemy z płatnością, to rynek się załamał. Jednakże bariery te zlikwidowaliśmy, m.in. wskutek interwencji Związku Sadowników RP. Natomiast obecny poziom sprzedaży jabłek na rynek egipski jest wynikiem tamtejszej sytuacji społecznej. Dokładnie rzecz ujmując, słabej siły nabywczej wynikającej z małej liczby turystów. Stąd zaledwie tylko te 11 tys. ton polskich jabłek wyeksportowanych do Egiptu, a nie jak rok temu — 16 tys. ton.
Jaka jest przyszłość handlu polskimi jabłkami z Egiptem?
M.M.: Powiem tak — dobre i to, co udało się wysłać. Bo gdyby nie m.in. nasze działania, to nie wysyłalibyśmy w lutym z Polski nawet ok. 11 tys. ton jabłek, tylko nadal tysiąc czy 2 tys. ton. Natomiast to wciąż zdecydowanie za mało wobec naszych ambicji. Ale bez finansowej interwencji międzynarodowej w Egipcie nie ma szans na przywrócenie sprzedaży na rekordowym poziomie z zeszłego roku. Kiedy to rocznie na rynek egipski eksportowaliśmy ok. 161 tys. ton.
Nie tylko my tam nie sprzedajemy, ale wszyscy inni też. Dotyczy to zarówno jabłek, jak i innych produktów żywnościowych. Natomiast o rynek egipski trzeba dbać, walczyć o niego, starać się go utrzymać. Krótko mówiąc, w najbliższych latach będzie to jedno z najważniejszych miejsc naszej sprzedaży jabłek.
Sprzedaż polskich jabłek na różnych rynkach świata
Jaka jest szansa zbytu naszych jabłek na alternatywnych rynkach?
M.M.: Na tę skalę, czyli 161 tys. ton rocznie, alternatywy żadnej nie znajdziemy, bo jej nie ma. Oczywiście penetrujemy nowe rynki i
zwiększamy sprzedaż w wielu innych krajach na świecie. Co więcej, na takich rynkach, które importują rozsądne ilości jabłek, jesteśmy w pierwszej trójce dostawców zewnętrznych. Z tego trzeba się cieszyć. Niemniej jednak to wciąż za mało, żeby rozładować napięcia produkcyjne, które są w Polsce, czyli żeby zagospodarować to, co dzisiaj nie może trafić do Rosji.
Zwiększamy sprzedaż do: Wietnamu, Indii, Arabii Saudyjskiej czy Emiratów Arabskich. A nawet, co ciekawe, odnotowujemy wzrost zainteresowania polskimi jabłkami ze strony Ameryki Południowej (Kolumbii) i Ameryki Środkowej (Kostaryki). Ale to wszystko to dopiero budowanie sobie pozycji i zdobywanie tych rynków. Podczas gdy rynek egipski mieliśmy już opanowany.
Czy jest szansa zwiększenia sprzedaży jabłek na rynek egipski?
Czyżbym słyszała w Pana słowach chłodny, ale jednak — optymizm?
M.M.: Optymizm jest, bo sytuacja jest lepsza, niż zanosiło się to w grudniu czy listopadzie ubiegłego roku. Ale nie jest to wciąż to, co chcielibyśmy osiągnąć na rynku egipskim. Możemy jednak liczyć, że w najbliższych miesiącach eksport jabłek na rynek egipski utrzyma się na poziomie obecnej sprzedaży. Myślę, że jeszcze w marcu, kwietniu, być może także w maju uda nam się do Egiptu wysłać zbliżone ilości jabłek, jak w lutym. Natomiast w czerwcu, lipcu zazwyczaj większej sprzedaży na tamtejszy rynek nie było, albo była minimalna. Ale te najbliższe 3 miesiące trzeba wykorzystać perfekcyjnie. Bo jakbyśmy tak każdego miesiąca po 11–12 tys. ton sprzedali, to zeszłoby nam z magazynów ponad 30 tys. ton jabłek. A to sporo jak na obecne realia.
Czy nawiązując do słów prezesa ZSRP rzeczywiście uda się wyeksportować w tych najbliższych miesiącach porównywalne ilości jabłek jak w lutym? Będziemy na bieżąco śledzić rozwój sytuacji.
Czytaj również: Eksport do Egiptu polskich jabłek wstrzymany. Ukryte embargo?









