Niskie ceny owoców zagrażają sadownikom nie tylko w Polsce

Niskie ceny owoców to problem nie tylko polskich sadowników. Borykają się z nim także producenci z Beneluksu, którzy protestowali przeciwko zbyt niskim stawkom, jakie supermarkety płacą za ich owoce pracy.
Niskie ceny owoców są szczególnie dużym zagrożeniem, jeśli zestawi się je z rosnącymi nieustannie kosztami produkcji. Szczególnie ostatni rok dał się we znaki całej branży producentów jabłek w związku z gwałtownym wzrostem cen energii. Z tego powodu część sadowników wstawiło do chłodni tylko najlepsze owoce, a wielu z nich w ogóle nie uruchomiło chłodni w tym sezonie i sprzedało jabłka do przetwórstwa bezpośrednio z sadu.
Spis treści
Belgijscy sadownicy walczą o lepsze ceny owoców
W 6. tygodniu roku 2023 Cepifruit i Fruit Growers Action Group wyszły na ulice Belgii. Protestowali przeciwko temu, jak niskie są ceny owoców, które supermarkety kupują od sadowników. Demonstranci uformowali kolumnę traktorów, która przejechała z wioski Glons do biura Comeos w Auderghem, niedaleko Brukseli. Około 40 traktorów przyjechało późnym rankiem do Comeos, która reprezentuje belgijski handel i usługi.
Nikt nie może utrzymać się przy takich cenach. Tym, co płacą nam teraz supermarkety, nie jesteśmy w stanie nawet pokryć kosztów. To musi się zmienić — zaczyna plantator i przedstawiciel Fairebel, Xavier Laduron, który dołączył do protestu.
Gdy kolumna przybyła i ustawiła się w kolejce, organizatorzy oraz sadownicy wygłosili przemówienia, wyjaśniając swoje żądania.
Jakie są postulaty belgijskich sadowników?
Zyski muszą być sprawiedliwie podzielone. Supermarkety kupują od nas owoce bardzo tanio, a sprzedają drogo. Ich marża powinna umożliwiać sprawiedliwą zapłatę dla producentów, jednakże bez konieczności podnoszenia cen dla konsumentów. Naszym celem nie jest zmuszenie kupujących do płacenia wyższych cen. Chcemy mieć większy udział w przychodach.
Xavier uważa protest za sukces:
„Atmosfera była przyjemna, a duża frekwencja daje jasno do zrozumienia, jak ważna jest ta kwestia dla plantatorów”, mówi, podkreślając, że była to pokojowa demonstracja. „Nie było żadnej wrogości. Wszystko, co chcieliśmy zrobić, to zaangażować się w dialog. Najwyższy czas się obudzić, bo inaczej nie ma sensu tego kontynuować. Jeśli tak dalej będzie, za rok lub dwa nie będzie już najlepszych holenderskich ani belgijskich jabłek czy gruszek.”
I kontynuuje:
„Chcemy prowadzić konstruktywne rozmowy z Comeos, aby wspólnie znaleźć rozwiązania. Jeśli nie znajdą dla nas czasu, to nie dostaną też jabłek. Sprawy po prostu nie mogą się tak dalej toczyć.”
Po przemówieniach kolumna udała się do supermarketów, aby uświadomić ich klientom, jak pilna jest sytuacja.
„Chcemy zaangażować również konsumentów, aby wyjaśnić, dlaczego robimy to, co robimy i dlaczego tam jesteśmy. To musi być współpraca. Dlatego lubimy angażować się z ludźmi, aby uświadomić im potrzebę zmian”.
Jakie ceny pokryłyby belgijskim sadownikom koszty produkcji owoców?
„Jabłka Pink Lady sprzedają się za 4 euro poza granicami Belgii. Dlaczego Jonagoldy są uważane za gorsze od Pink Lady? Ludzie często mówią: 'To jest inne. To jest Pink Lady” – kontynuuje Xavier
Jednakże Jonagold to wciąż najbardziej znana, najlepiej sprzedająca się odmiana w Belgii. Sadownicy dostają około 0,40 euro za kilogram jabłek tej odmiany. Następnie ten kilogram kosztuje w supermarkecie 2 euro. Aby pokryć koszty, powinni dostawać co najmniej 1 euro za kilogram.
Dystrybucja musi być bardziej sprawiedliwa i szybsza, ponieważ w przeciwnym razie sadownicy mogą szybko zakończyć działalność. A wraz z nimi znikną z rynku najlepsze belgijskie owoce — podsumowuje Xavier.
Niskie ceny owoców budzą obawy związków rolniczych
Belgijski Związek Rolników przeprowadził badania i stwierdził, że różnica między tym, co społeczeństwo płaci za owoce, a tym, co otrzymują plantatorzy „jest zdecydowanie zbyt duża”.
Jeśli chcemy zachować naszą lokalną produkcję owoców, sadownicy nie mogą dostawać jałmużny, ale uczciwe ceny. Muszą oni uzyskać wyższe ceny, aby i oni mogli nadal zarabiać na życie. Codziennie ciężko pracują na pyszne, zdrowe owoce, które uprawiają lokalnie — podaje związek na swojej stronie internetowej, na której wyszczególniono różnice w cenach.
Reasumując, niskie ceny owoców stają się problemem nie tylko w Polsce.
Niestety skutki tego w dłuższej perspektywie czasowej poczują nie tylko sadownicy, ale także konsumenci. Jeśli upadnie lokalne sadownictwo, to może okazać się, że za kilka lat w sklepach będzie można kupić albo drogie jabłka z drugiej półkuli, albo jeszcze droższe jabłka klubowe. Przy czym jabłka klubowe mogą okazać się rozwiązaniem problemów sadowników z niskimi cenami owoców. Tylko że wtedy spożycie świeżych owoców spadnie jeszcze bardziej.
Źródło: Freshplaza.com








