Rolnictwo ekologiczne pełne pułapek

Gospodarstwa ekologiczne przeszły w Polsce długą drogę. Mimo pozytywnych zmian rolnicy wciąż jednak muszą uważać na przeszkody.

Gospodarstwa ekologiczne przeszły w Polsce w ciągu ostatnich 25 lat długą i krętą drogę. Obok niewątpliwych pozytywnych zjawisk, do jakich można zaliczyć duży wzrost liczby gospodarstw ekologicznych, szczególnie w ciągu ostatnich 10 lat, oraz duże zróżnicowanie w kierunkach upraw i hodowli ekologicznych, wskazać trzeba również przeszkody, jakie musieli i nadal muszą pokonywać polscy rolnicy.

Mariusz Gortata rozpoczynając wraz z ojcem uprawę zbóż metodą organiczną w 1994 r., miał wielką nadzieję, że jego gospodarstwo rozwinie się dynamicznie i będzie przynosić spore dochody. Jego doświadczenia doskonale jednak pokazują, ile konsekwencji i samozaparcia potrzeba, by produkcje ekologiczne w naszym kraju mogły się rozwinąć, a przede wszystkim utrzymać.

rolnictwo ekologiczne

Zboża ekologiczne były mniej wrażliwe na niedobór wody, zwłaszcza w przypadku zbóż jarych.

– Wtedy, w połowie i pod koniec lat 90. przyszedł bum na rolnictwo i produkty ekologiczne – wspomina Mariusz Gortat. – Ojciec zajmował się mechanizacją rolnictwa w Zespole Szkół Zawodowych w Poddębicach i wiedział, jak właściwie stosować na polu nawozy i środki ochrony roślin. Z wolna przekonywał się, że zbytnie nawożenie oraz opryski upraw prowadzą do efektów odmiennych od tego, co oferowało wówczas rolnictwo ekologiczne oparte na naturalnym sposobie uprawy. Na pewno jego zamiłowanie do zdrowych i nienafaszerowanych chemią produktów ekologicznych oraz także duża popularność takiego sposobu gospodarowania przyczyniła się do tego, że postanowił całkowicie postawić na uprawy ekologiczne – dodaje.

Miłe złego początki

Gospodarstwo ekologiczne państwa Gortatów położone we wsi Wilczyca niedaleko Poddębic ma ponad 30 ha powierzchni, w tym ponad 27 ha użytków rolnych i 3 ha lasów.

Obecnie najbardziej uciążliwe jest wypełnianie kolejnych dokumentów związanych z każdym krokiem produkcji w gospodarstwie.

Mariusz Gortat

– Od początku naszego gospodarowania tutaj w Wilczycy oraz w Górze Bałdrzychowskiej, gdzie mieści się część naszych gruntów, nastawiliśmy się na ekologiczne uprawy zbóż. Grunty lepsze – III i IV klasy – były przeznaczone pod zasiew pszenicy i uprawę roślin okopowych, a w Wilczycy na glebach V i VI klasy uprawialiśmy żyto i mieszanki traw.

Gospodarstwo w Wilczycy otrzymało atest ekologiczny w 1997 r. od jedynej wówczas organizacji certyfikującej tego typu uprawy w Polsce – Ekoland.

Ze zwierzętami od początku były problemy. Nie mogliśmy stosować również dodatków paszowych i skutkiem tego produkcja mleka była niska.

Mariusz Gortat

 

– Mając certyfikat Ekolandu, mogliśmy śmiało oferować nasze zboża w okolicznych zakładach. Młyn ekologiczny w Tuczkach k. Działdowa skupował od nas żyto i pszenicę. Poza tym zboże skupowali od nas drobni przetwórcy z rejonu Poddębic. Cena, jaką uzyskiwaliśmy wówczas za pszenicę – 750 do 800 zł/t, 2-krotnie przekraczała cenę ok. 460 zł/t, którą płaciło się wtedy za zwykłą pszenicę. Tata woził też uprawiane tradycyjnie ziemniaki do gorzelni w Bełdowie, która pracowała pełną parą – opowiada gospodarz.

Na pewnym etapie oprócz zbóż Gortatowie hodowali metodą ekologiczną 30 sztuk bydła: krów i cielaków oraz konie, a także 10 sztuk kóz i owiec.

rolnictwo ekologiczne

Na pewnym etapie oprócz zbóż Gortatowie hodowali metodą ekologiczną 30 sztuk bydła: krów i cielaków oraz konie, a także 10 sztuk kóz i owiec.

– Ze zwierzętami od początku były problemy – mówi Mariusz Gortat. – Nie mieliśmy wtedy jeszcze doświadczenia w takiej hodowli i trudno nam było spełnić normy produkcji ekologicznej mleka. Nie mogliśmy stosować również dodatków paszowych i skutkiem tego produkcja mleka była niska. Także normy związane z zawartością komórek somatycznych były zbyt wyśrubowane jak na mleko ekologiczne, a zawartość białka oraz tłuszczu była niska w porównaniu z mlekiem konwencjonalnym. Stosowanie tradycyjnych środków dezynfekujących było zabronione, więc czystość urządzeń udojowych była trudna do utrzymania. Poza tym mleczarnia w Łodzi nie chciała kupować od nas naszego ekologicznego mleka – nadmienia.

O ile jeszcze kilka lat temu Gortatowie nie mieli problemów ze zbytem produktów, o tyle już w latach 2014–2015, mimo dopłat państwa do rolnictwa ekologicznego, sytuacja ze zbytem zaczęła się pogarszać.

Te kontrole to była i jest nasza zmora. Czasami ciągną się i tydzień, a kontrolujący potrafią zadawać te same pytania codziennie.

Mariusz Gortat

– Obecnie najbardziej uciążliwe jest wypełnianie kolejnych dokumentów związanych z każdym krokiem produkcji w gospodarstwie, np. kiedy, na jakiej działce, jaką maszyną i co robiłem, czyli pełny opis działania w gospodarstwie: rejestr nawożenia, rejestr zabiegów ochrony roślin, pochodzenie materiału siewnego, stan zapasów – nawet podawanie stanu średniorocznego! – skarży się rolnik.

Jak wspomina Mariusz Gortat, kiedyś nie było tylu kontroli co obecnie: – Te kontrole to była i jest nasza zmora. Czasami ciągną się i tydzień, a kontrolujący potrafią zadawać te same pytania codziennie.

ochrona pszenicy ozimej; rolnictwo ekologiczne

Mimo ograniczonej agrotechniki zbiory w gospodarstwie Gortatów są całkiem niezłe.

Dobra wydajność w produkcji zbóż i walka z chwastami

Powoli Gortatowie redukowali stado i ostatecznie w 2012 r. zajęli się tylko uprawą zbóż. Ich dzisiejsza wydajność z hektara jak na gospodarstwo ekologiczne jest całkiem niezła.

Obok takich metod jak płodozmian, dobór odmian czy termin i odpowiednia gęstość siewu, stosujemy w przypadku zbóż głównie bronowanie, które bezpośrednio reguluje poziom zachwaszczenia.

Mariusz Gortat

 

Z 3,5 ha zbieraliśmy w latach 2013–2014 przeciętnie 4 przyczepy 4,5-tonowe pszenicy, owsa i jęczmienia. Mieszanek mieliśmy 22–27 kwintali z hektara, a żyta 20 kwintali z hektara. W tym roku było wyjątkowo sucho, a nasza wydajność z hektara była nawet o 20% lepsza niż w rolnictwie tradycyjnym, gdyż nasze zboża były mniej wrażliwe na niedobór wody, zwłaszcza w przypadku siewów zbóż jarych. Jednak gdy rok był deszczowy, mieliśmy też dużo wyki i innych chwastów na polach. Problemy z chwastami były trudne do rozwiązania – opowiada rolnik. – Przy mokrym roku jest duży wysyp chwastów, które próbujemy wyplenić maszynowo. Obok takich metod jak płodozmian, dobór odmian czy termin i odpowiednia gęstość siewu, stosujemy w przypadku zbóż głównie bronowanie, które bezpośrednio reguluje poziom zachwaszczenia. W przypadku żyta, jedynie gdy rośliny były mocniej uszkodzone przez choroby, używaliśmy wiosną lekkiej brony, która usuwa martwe rośliny i doprowadzała powietrze do powierzchni gleby, co przyhamowywało rozwój chorób – dodaje.

Jakość ziarna najważniejsza

Dla Gortatów ważny był także zakup odpowiedniego materiału siewnego, tym trudniejszy, że nie mogli kupować ziarna od producentów konwencjonalnych.

Niestosowanie nawozów azotowych prowadzi do gorszej jakości ziarna. W naszym gospodarstwie azot zapewniamy przez stosowanie obornika kurzego pod przedplon.

Mariusz Gortat

– Jakość materiału siewnego, który stosujemy w gospodarstwie, ma decydujące znaczenie, jeśli chodzi o jakość późniejszych plonów. Nie możemy stosować zapraw chemicznych, które zwalczają choroby i chronią zboża w pierwszym okresie wegetacji. Staramy się, by czystość nasion była nie mniejsza niż 98%, a zdolność do kiełkowania nie mniejsza niż 95%. Takie dorodne ziarniaki mają większą zdolność wschodów, a siewki, które z nich uzyskujemy, mają większą powierzchnię liści i intensywniej się krzewią. Lepiej też radzą sobie z chwastami – mówi Mariusz Gortat.

Sporym ograniczeniem w uprawach zbóż metodą ekologiczną jest także nieużywanie nawozów azotowych.

– Niestosowanie nawozów azotowych prowadzi do gorszej jakości ziarna. W naszym gospodarstwie azot zapewniamy przez stosowanie obornika kurzego pod przedplon w ilości 25–30 ton/ha. Żyto uprawiane w drugim roku po zastosowaniu nawozów w takiej dawce pobiera od 30 do 50 ton azotu na hektar upraw – tłumaczy rolnik.

Pomimo niezłych plonów w uprawie zbóż coraz większe problemy ze zbytem produktów i trudności w spełnieniu wymogów formalnych w produkcji zmuszają Mariusza Gortata do ograniczenia upraw ekologicznych.

rolnictwo ekologiczne

Mariusz Gortat nie chce rezygnować z hodowli opasów.

– Obecnie mam okres przerwy w gospodarowaniu, jednak już planuję wejście w hodowlę bydła opasowego. Na razie obserwuję rynek i ceny żywca. Gdy tylko sytuacja się w miarę ustabilizuje wejdę ponownie w produkcję rolną – podsumowuje gospodarz.

Gortatowie nie rezygnują jednak całkowicie z hodowli i nadal planują działalność w branży ekologicznej. To ważne, by w naszym kraju tacy rolnicy mieli szansę na szybki rozwój swoich gospodarstw.

Orka przedzimowa: czy warto?

Mimo że coraz częściej rolnicy zastępują tradycyjną orkę zabiegami uproszczonymi, wielu czeka orka przedzimowa. Kto powinien ją wykonać?

28 listopada 2016

Odchwaszczanie zbóż jesienią?

Jesienne odchwaszczanie jest szczególnie ważne w przypadku zbóż ozimych. O czym musimy pamiętać przy zabiegach?

2 grudnia 2016

Silos zbożowy w gospodarstwie rolnym

Każdy rolnik, w miarę możliwości, stara się magazynować zbiory, czekając na lepsze ceny. Czym jednak kierować się przy wyborze silosu?

30 listopada 2016